Forum internetowe Gniezna i Powiatu Gnieźnieńskiego
Strona głównaPortal Gniezno.com.pl



Pytania i odpowiedziUżytkownicyGrupyStatystykiRejestracjaZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
O pasji Tomasza.
Autor Wiadomość
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Sie 13, 2007 11:15   



Widzicie to co ja? To fetysz. Dla fetyszysty niesamowita podnieta. A Wam się podoba??

Kupiłem ten aparat na Allegro. Sprawny! Zapłaciłem ........... hi, hi - 150zł. !!
Za 19$ sprowadziłem sobie z USA (via eBay) wymienny celownik z podwójną lupą do dokładnego ustawiania ostrości (nowy w pudełeczku!)
Tak, tak, - Miranda ma wymienny układ celowniczy. Poszukajcie tej cechy w najnowszych i najdroższych lustrzankach cyfrowych Nikona lub Canona. Od razu powiem, że niczego podobnego tam nie znajdziecie.
Za dodatkowe 12$ + 23$ kosztów ubezpieczonej wysyłki, leci właśnie do mnie obiektyw szerokokątny (prosto z Japonii)

Wszystko to zawdzięczam modzie! Modzie na fotografię cyfrową oczywiście.
Jestem tej modzie szczerze wdzięczny za tak drastyczne obniżenie cen na sprzęt analogowy.
Jeszcze 10 lat temu, nie mógłbym nawet marzyć o zakupie za tak śmieszną cenę wyrobu niewielkiej i prestiżowej jednocześnie, japońskiej firmy.
Prawda! To już zabytek z pierwszej połowy lat 70-siątych. Prawda, że trzeba jeszcze zainwestować 170zł w staranną konserwację i regulacje u dobrego mechanika tej specjalności.

A co w zamian? Ano rozdzielczość obrazu na poziomie 150par linii na milimetr.
Nie wierzycie? Policzcie zatem 150 X 150 X 24 X 36 = 19 440 000 "pikseli". I to tłustych czteropolowych pikseli.
Ponadto brak problemów z balansem bieli, rozpietością tonalną kolorów i sporo większa tolerancja na zróżnicowanie oświetlenia fotografowanych scen.

Jestem też bardzo wdzięczny młodym ludziom, za brak zainteresowania klasycznym sprzętem i brak chęci nauczenia się tradycyjnych sposobów fotografowania.
Dzięki temu wszystkiemu mogę sobie paradować z takim pancernikiem na szyi oraz pieścić w rozumie przyjemne odczucie, że jestem wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny. Hi, hi :mruga:

A jaka to frajda! Niesamowicie podniecająca, wręcz narkotyczna, sama gęsta frajda!
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Sie 14, 2007 11:03   

Nie ma powrotu do technologii z czasów t.zw. lustrzanek złotej ery! :no: :no: :no:
Na przeszkodzie stoi ekonomia, która nie zezwala na stosowanie tak drogich technologii i równie drogich materiałów!
Fotografia cyfrowa to też dziecko ekonomii.
Fotografia cyfrowa jest "łatwiejsza" od tradycyjnej, więc można nią zainteresować większą grupę klientów.
Nic poza pieniędzmi nie leżało u podstaw ekspansji fotografii cyfrowej!

Diabel-tasmanski napisał/a:
Podobnie jak o tym, że nie wszystkie zdjęcia robi się tak szeroko propagowanymi tutaj przez Ciebie zasadami kompozycji. Należałoby raczej zapytać w jakim celu te zdjęcia powstały... Ale nic nieważne.


Tu pełna zgoda, choć na naszym forum a szczególnie w tym dziale, warto propagować wypracowane fotografie i warto zwalczać fotograficzną bylejakość.
W dzisiejszych czasach (wszystko na sprzedaż), nawet zdjęcia katalogowe wykonuje się ściśle według zasad kompozycji.



To zdjęcie na przykład, pochodzi ze strony dla hobbystów i kolekcjonerów lustrzanek złotej ery.
Po prawej Nikon F, najlepszy profesjonalny aparat początków lat 60-tych.
Po lewej mój ulubiony "grandpa", czyli Pentax Spotmatic, pierwszy na świecie, seryjnie produkowany aparat z wewnętrznym pomiarem światła (1964).
Do spotmatica założony jest obiektyw, który według specjalistów jest conajmniej (!)jednym z najlepszych obiektywów standardowych kiedykolwiek wyprodukowanych.
To Super Takumar 1,4/50mm.

Autor tej fotografii sporo się natrudził, aby pokazać te piękne przedmioty w jak najbardziej atrakcyjny sposób. Nawet zdecydował się na mozolne nakładanie kropelek gliceryny (imitującej wodę! Która ma świadczyć o niełatwym życiu tego profesjonalnego sprzętu)
(chciał Diabeł o tomankowych pasjach, no to ma!)
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Sie 16, 2007 00:29   



Jak myślicie, szanowni forumowicze, czy po takich przejściach Wasz nowiusieńki kompakt cyfrowy będzie jeszcze istniał?
To co prawda nie lustrzanka ze "złotej ery" ale bez wątpienia najsłynniejszy aparat małoobrazkowy na świecie. LEICA
W zasadzie nie można kupić tanio żadnego sprawnego modelu tej firmy. Wszystkie są drogie, albo bardzo drogie.
Te wysokie ceny Leica zawdzięcza legendzie. Legendzie o nadzwyczajnej trwałości korpusów i niezwykłych własnościach ręcznie składanych obiektywów.

To dość zabawne stwierdzenie, ale właśnie Leica wywołała pierwszą masową rewolucję w fotografii i zdołała przetrwać wszystkie następne rewolucje, nie wyłączając cyfrowej!!
Choć w ofercie firmy pojawiła się także Leica z wmontowaną matrycą i resztą ustrojstwa do przetwarzania zapisanych zdjęć, to tradycyjny, analogowy model jest nadal produkowany (i z powodzeniem sprzedawany!)

Na całym świecie można spotkać stowarzyszenia miłośników dalmierzówek Leica, które grupują fanów tego aparatu. Ludzi, których zauroczyła ta marka, można spokojnie liczyć w grubych milionach, choć to tylko aparat fotograficzny - Mechaniczny, Manualny i Metalowy.

Leica powstała w zasadzie przez przypadek, jako próbnik do naświetlania nowych partii taśmy kinowej w połowie lat 20-tych.
I trwa do dziś!

Przypatrzcie się uważnie zdjęciu, drodzy forumowicze. Ot, zwykłe zdjęcie z magazynu dla hobbystów.
Jednak nie! Zdecydowanie nie!
To dokument, - zapis zdarzeń, - portret świadka i odcisk osobowości właściciela.

To część człowieka!

A takie proste, zwyczajne zdjęcie, nieprawdaż?
 
     
Sir Troll 

Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 367
Skąd: Kraina Deszczowców
Wysłany: Czw Sie 16, 2007 10:00   

Nie no, tego zachwytu nad obśrupanym aparatem to już nie rozumiem. No chyba, że należał do jakiegoś korespondenta wojennego. Warto tylko dodać, że na Laicach wzorowane były Zenity. A mój chociaż ma ze 20 lat, wciąż wygląda jak nowy.
A co do "trwałości" aparatów, to z cyfrówkami problem jest o tyle inny, że w klasycznych aparatach (ale tylko tych starszych niż 15 lat) zaszwankować mogły tylko elementy mechaniczne, które naprawić można było przy pomocy śrubokręta (oczywiście trzeba wiedzieć jak, bo bądź co bądź, to jednak sprzęt bardzo precyzyjny), natomiast w cyfrówkach mechaniki jest niewiele, a wszystko opiera się na elektronice. Niby powinno to być trwalsze, bo niby mało elementów ruchomych, ale praktyka pokazuje, że podzespoły elektroniczne (zwłaszcza te najbardziej zaawansowane) po jakimś czasie po prostu przestają działać. A im dalej w czasie, tym trudniej znaleźć podzespoły do wymiany i będą coraz droższe. Tak więc jeżeli za 10 lat komuś padnie tegoroczna cyfrówka, to prawdopodobnie naprawić już się jej nie da. To trochę tak, jakby dziś próbować znaleźć do PC procesor 160 MHz.
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Sie 16, 2007 12:24   

Sir Troll napisał/a:
Nie no, tego zachwytu nad obśrupanym aparatem to już nie rozumiem.

To też nikt się nie zachwycał.
Natomiast pokazanie aparatu Leica po przejściu całego "szlaku bojowego" daje do myślenia!
Sam zresztą maniakalnie szanuję swoje aparaty, o czym napisałem w "Artystach i fetyszystach".
Ten konkretny egzemplarz należał właśnie do artsty! I wytrzymał!!
Sir Troll napisał/a:
Warto tylko dodać, że na Laicach wzorowane były Zenity

To jest prawda, ale w tak krótkiej wzmiance już nieprawda, bo może prowadzić do fałszowania historii aparatów małoobrazkowych.

Prawie wszyscy producenci wzorowali się na aparatach Leica! Piszę "prawie", bo rewolucja małoobrazkowa zakończyła się z chwilą wybuchu II wojny, triumfem trzech konstrukcji aparatów tego typu.
Leica, - była pierwsza i najbardziej znana.
Contax Zeissa, - całkowicie inna konstrukcja uważana w końcówce lat 30-tych, za szczyt precyzji i nowoczesności.
Kine-Exakta, - najmłodsza konstrukcja i najmniej znana, pierwsza lustrzanka małoobrazkowa, która już w latach 50-siątych miała zepchnąć na dalszy plan zarówno dalmierzową Leicę jak i Contaxa.
Wszystkie trzy aparaty to całkowicie odmienne konstrukcje mechaniczne!

Król Nikon wzorował swoje pierwsze konstrukcje na Contaxie. Wyłącznie na Contaxie.
Wszyscy pozostali (z małym wyjątkiem) producenci japońscy wzorowali się na Leice!
Jedynie mała, ale nadzwyczaj "poważna" Miranda, wzorowała się na konstrukcji Exakty.

Rosjanie z kolei skopiowali Leicę już w 1934r. i produkowali ją w Trudkomunie im. Feliksa Dzierżyńskiego w Charkowie, pod nazwą FED (Feliks Edmundowicz Dzierżyński).
W 45-tym roku wywieźli do Kijowa kompletną fabrykę Zeiss Ikon, produkującą Contaxa i obiektywy do nich.
W latach 50-tych, Rosjanie rozpoczęli produkcję zmodernizowanego FED-a w Moskwie pod nazwą Zorkij (ostry!) i adaptowali do tego aparatu obiektywy Zeissa stosowane wcześniej w Contaxach.
Także w latach 50-tych powstał pierwszy Zenit. Była to Zorka z wbudowaną komorą lustra i celownikiem pryzmatycznym.
Obiektywy do Zenita trzeba było opracować na nowo (inna odległość obrazowa niż w aparatach dalmierzowych, więc o adaptacji obiektywów Contaxa nie było mowy)
Rosjanie "zapożyczyli" więc, optykę do Exakty z DDR (wtedy w latach 50-siątych najlepszego zawodowego aparatu na świecie!)
Standardowy Helios 44, to Biotar 2/58mm. jenajskiego Zeissa.

Stąd wielu fotoamatorów głowi się dlaczego ich zdjęcia ze starego Zenita były o wiele bardziej efektowne, niż produkty tworzone wymarzonymi japońskimi kompaktami.

Zawiłe te losy konstrukcji małoobrazkowych, jak zresztą i losy ludzi w XX-tym wieku!
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Sie 17, 2007 00:36   

Te wakacje jednak mnie nużą! Forum drzeme! Nawet z Olą nie pogadasz, nie mówiąc o tajemniczej obcej od wróżenia z lewej dłoni.
No ale i ja jutro wyjadę.
Co prawda tylko na cztery dni, ale zawsze dobre i to.
Jadę na Roztocze i do Zamościa. Jak żyję nigdy tam nie byłem, a tyle dobrych słów słyszałem na temat tego regionu.

Już spakowałem sprzęt. Całe dwie godziny kombinowałem co wziąść. Wreszcie zdecydowałem się na dwa korpusy, ES-a i Grandpa, czyli najstarszego mojego spotmatica, którego przeznaczyłem do zdjęć czarno białych (jest tam gdzieś na zdjęciu powyżej w czarnej wersji wraz z Nikonem F)
Tak, tak! Postanowiłem wrócić do macierzy i zamontowałem do spotmatica, czarno biały film Ilforda.
Pewnie i ze slajdowego skanu można by zrobić zdjęcie czarno białe. Ale nie ma jak tradycja!
Trzy Takumary, - 28, 35 i 50mm też wystarczą! Przynajmniej nie odgniotę sobie ramienia.

Frajda niesamowita to pakowanie! Trzeba wziąść każdy obiektyw w łapki, podmuchać z kompresorka na soczewki by zdmuchnąć wyimaginowane pyłki (wszystko w białych rękawiczkach - Ola świadkiem!)
Tym ekstraordynaryjnym zachowaniem wprowadziłem zresztą Olę w stan osłupienia (ale z miłym uśmiechem na twarzy)

Następną frajdą będzie oczywiście fotografowanie.
To ciągłe "skanowanie" otoczenia w poszukiwaniu ciekawego obrazka jest podniecające. Tak jak zbieranie grzybów, tylko schylać się nie trzeba.
Natrętna Mucha, też ze mną jedzie. Będzie biegać przedemną i podbierać mi ujęcia swoim nowomodnym D200.
Ale lubię patrzyć jak biega. Jak to tata.

Ciekaw jestem, drodzy forumowicze ile rozmaitych przyjemności jesteście w stanie zafundować sobie w czasie wakacji?
Jeżeli czujecie niedosyt, to namawiam na fotografowanie. Z czasem zauważycie, że fotografując (tak na poważnie, a nie wyłacznie ona na tle... ) więcej się widzi, więcej pozostaje w pamięci a oglądając wykonane już zdjęcia sympatyczniej się wspomina miniony czas.
Można też potem coś pokazać lub napisać na forum, by podzielić się z innymi własnymi przyjemnościami.
To też frajda.
 
     
Sir Troll 

Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 367
Skąd: Kraina Deszczowców
Wysłany: Pią Sie 17, 2007 00:46   

Żadnego obiektywu zmiennoogniskowego?
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Sie 17, 2007 00:54   

Sir Troll napisał/a:
Żadnego obiektywu zmiennoogniskowego?


Tylko korpusy MMM i tylko stałoogniskowce. Takie wariactwo, ale sympatyczne. :mruga:
 
     
Aliena 
anielska cierpliwość


Wiek: 41
Dołączyła: 21 Maj 2007
Posty: 1948
Skąd: W-wo
Wysłany: Pią Sie 17, 2007 02:32   

Tomasz Holka napisał/a:
Nawet z Olą nie pogadasz, nie mówiąc o tajemniczej obcej od wróżenia z lewej dłoni.

Hmmm... czy dobrze się domyślam, że to dziwne określenie odnosi się do mnie? Aliena=obca, z tym mogłabym się zgodzić, choć wcale nie dlatego wybrałam taki nick. Jeżeli jesteś ciekaw, dlaczego taki nick, to mogę to wyjaśnić w PW. Natomiast nie rozumiem o co chodzi z tym wróżeniem z lewej dłoni. Mogę Cię zapewnić, że z niczym lewym nie mam nic wspólnego, nawet z wróżeniem z lewej dłoni. Dlatego Twoje określenie nie jest trafne. Może po prostu za mało mnie znasz.
Oj, Tomaszu... ja Ciebie darzę taką ogromną sympatią, a Ty mnie tak dziwnie nazywasz... No chyba się pogniewam ;]

Tomasz Holka napisał/a:
Forum drzeme!

Niestety ostatnio mam inne problemy i przyznaję się, że mało piszę, ale obiecuję, że nadrobię wszystkie zaległości i odpowiem na wszystkie Twoje posty skierowane do mnie i odpowiem na wszelkie pytania, na które do tej pory nie zdążyłam odpowiedzieć. Będziesz mógł trochę poznęcać się nade mną :D

Tomasz Holka napisał/a:
Trzeba wziąść każdy obiektyw w łapki, podmuchać z kompresorka na soczewki by zdmuchnąć wyimaginowane pyłki (wszystko w białych rękawiczkach - Ola świadkiem!)
Tym ekstraordynaryjnym zachowaniem wprowadziłem zresztą Olę w stan osłupienia

No, to teraz żałuję, że nie mogłam skorzystać z Twojego zaproszenia :( Dopiero teraz widzę, jakie atrakcje mnie ominęły :)

Tomasz Holka napisał/a:
No ale i ja jutro wyjadę.
Co prawda tylko na cztery dni, ale zawsze dobre i to.
Jadę na Roztocze i do Zamościa. Jak żyję nigdy tam nie byłem, a tyle dobrych słów słyszałem na temat tego regionu.

Życzę Ci udanego wypoczynku, przyjemności z fotograficznych wędrówek i wielu udanych zdjęć.

Tomasz Holka napisał/a:
Ciekaw jestem, drodzy forumowicze ile rozmaitych przyjemności jesteście w stanie zafundować sobie w czasie wakacji?
Jeżeli czujecie niedosyt, to namawiam na fotografowanie. Z czasem zauważycie, że fotografując (tak na poważnie, a nie wyłacznie ona na tle... ) więcej się widzi, więcej pozostaje w pamięci a oglądając wykonane już zdjęcia sympatyczniej się wspomina miniony czas.

Masz całkowitą rację :yes: Fotografowanie to ogromna frajda i przyjemność. To najlepszy sposób na utrwalenie wakacyjnych wspomnień.

Tomasz Holka napisał/a:
Można też potem coś pokazać lub napisać na forum, by podzielić się z innymi własnymi przyjemnościami.

Mam nadzieję, że podzielisz się z nami swoimi wspomnieniami i pokażesz nam swoje wakacyjne zdjęcia :)
Będziemy za Tobą tęsknić :papa:
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Sie 21, 2007 19:42   

Aliena napisał/a:
to dziwne określenie odnosi się do mnie?

Pewnie, że tak.
Aliena napisał/a:
dlaczego taki nick, to mogę to wyjaśnić

Nie wyjaśniaj Alenko. Tak jest lepiej.
Aliena napisał/a:
o co chodzi z tym wróżeniem z lewej dłoni.

Właśnie, nie mogę sobie przypomnieć. Kto? Alena czy Ola wyraziły chęć wróżenia czegoś tam z mojej lewej dłoni.
Szkoda. Wielka szkoda. Dłoń mam wielce reprezentacyjną.
Aliena napisał/a:
Może po prostu za mało mnie znasz.

Wolę wyobrażenia.
I nie przypuszczaj więcej, że wyobrażam sobie nie tak jak trzeba.
Aliena napisał/a:
Oj, Tomaszu... ja Ciebie darzę taką ogromną sympatią

To miłe. Zresztą tak chciałem. Lubię
Aliena napisał/a:
No chyba się pogniewam

Aliena napisał/a:
Będziesz mógł trochę poznęcać się nade mną

Niemożliwe. Chyba że sama lubisz.
Aliena napisał/a:
Życzę Ci udanego wypoczynku, przyjemności z fotograficznych wędrówek i wielu udanych zdjęć.

Dzięki, spełniło się.
Aliena napisał/a:
Masz całkowitą rację

Wiem.
Aliena napisał/a:
Będziemy za Tobą tęsknić

Ja też, ale już jestem. Zmęczony 400km. trasą, ale szczęśliwy, wśród swoich czarodziejskich przedmiotów.
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Sie 24, 2007 18:01   

Ano właśnie.
Wycieczka skończona! Slajdy (aż cztery rolki wraz z ostatnimi gnieźnieńskimi) wywołują się w Foto-Jokerze.
Poczekać trzeba całe 6 dni roboczych.
Może to i wada analoga, ale bez przesady. Hipci zaś padł cyfrowy kompakt Olimpusa. Dobrze że jest na gwarancji!
Ale biedna Hipcia poczeka na naprawę 2 tygodnie, a ja ciągle mogę fotografować moim 33 letnim Pentaxem. W naprawie nigdy nie był. Widać nie było potrzeby.
Niestety nie wykonałem ani jednego czarno-białego zdjęcia. Mój drugi korpus jak wyjechał w torbie, tak przyjechał w niej z powrotem.
Wpadłem na pomysł, aby pofotografować obskurne łodzkie podwórka. Będą wspaniale obskurnie wyglądać w czarno-bieli.
Może jutro się wybiorę? Zobaczymy.
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Sie 27, 2007 22:07   


No. Popatrzcie sobie jaki to pancernik kupiłem za całe 112zł.
To pierwsza lustrzanka na świecie z pełną automatyką ekspozycji!
Wygląda to tak.
Najpierw wybiera się czas naświetlania.
Zwyczajnie. Jeżeli fotografujemy standardowym obiektywem, to ustawiamy 1/60s. jeżeli jest ciemnawo i chmurzasto, 1/250s. jeżeli świeci pełne słońce lub 1/125s. jeżeli po słonecznym niebie wędrują białe baranki.

Potem lecimy na Tor Żużlowy w Gnieźnie (nie ośmielił bym się napisać tego z małej litery!)
I wręczamy pancernika Ukaszowi !!
Drogi Ukasz tylko naciąga migawkę, celuje i wali z tej wspaniałej armaty (to to z przodu), a aparat sam ustawia potrzebną przysłonę!
Niestety po 36 szczałach, trzeba wymienić magazynek. I cały czas pracowicie ustawiać ostrość obiektywu!
No ale to ostatnie, to niewielki klopot. Wprzódy należy upatrzyć miejsce w którym będziemy fotografować żużlowców. Poczym trzeba sprawdzić głębokość strefy ostrości przyciskając odpowiedni domykacz przysłony (najlepiej ustawić strefę ostrości na bandzie!)
Potem już zostanie wyłącznie strzelanie do niewinnych zawodników, za każdym razem gdy wjadą w upatrzoną przez nas strefę.
Do kompletu przydał by się jeszcze czuły film, - powiedzmy 400ASA i szlus.
Zasady fotografowania pancernikiem mamy omówione.

No, przesadzam lekko.
Może przy 400ASA i szybko jeżdżących zawodnikach warto by było skrócić czasy naświetlania odpowiednio do 1/125, 1/250 i 1/500sek i raczej fotografować żużlowców z przodu i z boku a nie prostopadle do kierunku jazdy.

Ale z efektów Ukasz by był niezwykle zadowolony! Gdyby tylko pogodził się z omdlałymi po zawodach rękami.
Plastyka obrazu i jego jakość przy zastosowanej Fuji Provia 400F - niedościgniona!
Nawet w porównaniu z nowoczesną lustrzanką cyfrową formatu APS-C.

Zaprosicie kiedyś na żużel?? :-)
 
     
wuja 

Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 1350
Skąd: --
Wysłany: Wto Sie 28, 2007 07:20   

Tomasz Holka napisał/a:
Niestety po 36 szczałach, trzeba wymienić magazynek

szkoda szczałami traktować takie cudo techniki
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Sie 28, 2007 12:26   

wuja napisał/a:
szczałami


Ach drogi Wuja! To jedynie radosne słowotwórstwo każe mi naginać język do emocji związanych z fotografowaniem takimi dinozaurami.

Widzisz sam, że trudno znaleźć bratnią duszę dla moich pasji. Ale wierzę, że ktoś jednak czyta te moje posty.
Największą radością jest dla mnie spotkanie z sobie podobnym zakręconym na punkcie lustrzanek złotej ery.
Spotkałem takiego człowieka w Internecie. To znakomity amerykański felietonista-pasjonat. Pisze felietony m.in. dla polskojęzycznego Fotopolis.pl
Pamiętasz "Znaczy Kapitana", Karola Olgierda Borhardta??
Największym świętem dla kandydatów i uczniów na żaglowcu szkolnym Lwów, było spotkanie na morzu innego dużego żaglowca.
Załoga ustawiła się wtedy na burcie i oddawała honory napotkanym "prawdziwym żeglarzom", a z drugiej strony spotkała się z identycznym zachowaniem, niezależnie od tego jaką banderę nosił napotkany statek.

Tak właśnie się czuję. Jak stary żaglowiec.
Spotkanie z innym żaglowcem traktuję jak wielkie święto.
A w linku poniżej ten właśnie "inny żaglowiec". Mam nadzieję, że nie jedyny i że jeszcze niejednego spotkam.
Mam też drugą nadzieję, że jako "techniczny" przeczytasz!
"Inny żaglowiec"
 
     
Aliena 
anielska cierpliwość


Wiek: 41
Dołączyła: 21 Maj 2007
Posty: 1948
Skąd: W-wo
Wysłany: Pon Wrz 03, 2007 23:02   

Tomasz Holka napisał/a:
Wycieczka skończona! Slajdy (aż cztery rolki wraz z ostatnimi gnieźnieńskimi) wywołują się w Foto-Jokerze.
Poczekać trzeba całe 6 dni roboczych.

6 dni roboczych minęło, więc pewnie mogłeś już zobaczyć rezultaty swoich fotograficznych wędrówek. Mam nadzieję, że jesteś zadowolony z rezultatów tych wędrówek i mam nadzieję, że kiedyś pokażesz nam chociaż kilka najbardziej interesujących zdjęć :yes:

Tomasz Holka napisał/a:
Wpadłem na pomysł, aby pofotografować obskurne łodzkie podwórka. Będą wspaniale obskurnie wyglądać w czarno-bieli.
Może jutro się wybiorę? Zobaczymy.

Obskurne łódzkie podwórka na zdjęciach również z chęcią chciałabym zobaczyć :yes:

Tomasz Holka napisał/a:

Widzisz sam, że trudno znaleźć bratnią duszę dla moich pasji. Ale wierzę, że ktoś jednak czyta te moje posty.

Czytamy, czytamy :yes:

Tomasz Holka napisał/a:
Największą radością jest dla mnie spotkanie z sobie podobnym zakręconym na punkcie lustrzanek złotej ery.
Spotkałem takiego człowieka w Internecie. To znakomity amerykański felietonista-pasjonat. Pisze felietony m.in. dla polskojęzycznego Fotopolis.pl

Przepraszam, że tak z ciekawości zapytam, czy nawiązałeś jakiś bardziej osobisty kontakt z panem Johnstonem, czy tylko znalazłeś i czytałeś jego interesujące felietony?
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Wrz 03, 2007 23:48   

Aliena napisał/a:
Przepraszam, że tak z ciekawości zapytam, czy nawiązałeś jakiś bardziej osobisty kontakt z panem Johnstonem, czy tylko znalazłeś i czytałeś jego interesujące felietony?

Niestety. Pan Johnston nie ma pojęcia o moim istnieniu. Ale felietony przeczytałem chyba wszystkie!
To niesamowity praktyk! I nadto znakomicie pisze. Jako naczelny poważnego czasopisma fotograficznego, - fotografował wszystkim co kiedykolwiek wyprodukowano.
A preferuje Pentaxa, Za najlepszy standard uznał SMC Takumara 1,4/50 i fajnie fotografuje nie roszcząc sobie pretensji do miana artysty.
Tylko praktyką w cyfrze się różnimy, jeżeli by miłosiernie pominąć fakt, że jego praktyka a moja, to tak jak K2 przy Wzgórzu Lecha!
Cholernie miło czytać faceta, który podziela te same poglądy, choć mieszka circa 20 000 kilometrów stąd!
Nigdy się nie namawialiśmy! Daję słowo.
Zdjęcia będą w końcówce tygodnia (piątek, sobota) Razem będzie 14 sztuk.
Poradź gdzie je zamieścić (w jakim temacie?) i jak to zrobić by uwolnić się od tych dokuczliwych reklam-wygłupiaczy na fotosiku i podobnych serwerach.
Niestety na metodach umieszczania zdjęć na forum znam się podobnie jak świnia na pomarańczach!
 
     
Aliena 
anielska cierpliwość


Wiek: 41
Dołączyła: 21 Maj 2007
Posty: 1948
Skąd: W-wo
Wysłany: Wto Wrz 04, 2007 23:46   

Tomasz Holka napisał/a:

Niestety. Pan Johnston nie ma pojęcia o moim istnieniu. Ale felietony przeczytałem chyba wszystkie!
To niesamowity praktyk! I nadto znakomicie pisze. Jako naczelny poważnego czasopisma fotograficznego, - fotografował wszystkim co kiedykolwiek wyprodukowano

Tomasz Holka napisał/a:
Cholernie miło czytać faceta, który podziela te same poglądy, choć mieszka circa 20 000 kilometrów stąd!

To cudownie, że spotkałeś człowieka, który podziela Twoje poglądy i jest też fetyszystą sprzętowym ;) Z pewnością jest wiele takich osób i na pewno jeszcze niejednego takiego "dinozaura" spotkasz :) Oczywiście "dinozaura" w dobrym tego słowa znaczeniu. Albo może raczej "inny żaglowiec" :)
A gdzie można znaleźć zdjęcia zrobione przez pana Johnstona? Chciałabym również zobaczyć :yes:

Tomasz Holka napisał/a:
Zdjęcia będą w końcówce tygodnia (piątek, sobota) Razem będzie 14 sztuk.

Już się nie mogę doczekać :yes:

Tomasz Holka napisał/a:
Poradź gdzie je zamieścić (w jakim temacie?) i jak to zrobić by uwolnić się od tych dokuczliwych reklam-wygłupiaczy na fotosiku i podobnych serwerach.

Zdjęcia najlepiej umieszczać na ImageShack lub na Fotosiku. Poradnik dotyczący umieszczania zdjęć na forum, znajduje się tutaj: http://www.forum.gniezno....topic.php?t=722
Jednak nie wiem, co Ci poradzić, jeśli tam przeszkadzają Ci jakieś reklamy. Myślę, że tam chyba nie ma jakichś szczególnie dokuczliwych reklam. Ale jeśli będziesz miał jakiś problem z umieszczeniem tych zdjęć na forum, spróbuję coś Ci doradzić na PW.
 
     
Diabel-tasmanski

Dołączył: 13 Maj 2007
Posty: 15426
Wysłany: Sro Wrz 05, 2007 00:08   

Aliena napisał/a:
Jednak nie wiem, co Ci poradzić, jeśli tam przeszkadzają Ci jakieś reklamy.


Ja wiem !! Ja wiem !! Wszystko znajduje się >> TUTAJ <<
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Sro Wrz 05, 2007 01:39   

Aliena napisał/a:
jest też fetyszystą sprzętowym

Pewnie fetyszystą jednak nie jest. Przynajmniej w polskim znaczeniu.
U nas typowy fetyszysta pasjonuje się wyłącznie sprzętem traktując zdjęcia drugoplanowo. Kupuje na wyrost zupełnie niepotrzebny mu ale za to bardzo drogi aparat, by karmić własną próżność - wyłącznie dla przyjemności posiadania i paradowania z nim po ulicy.

Pan Johnston miał możliwość fotografowania wszystkim co wyprodukowano. Należało to do jego obowiązków zawodowych. Takiego człowieka zachwycić jakąś nowością łatwo nie jest, ani też porazić posiadaniem najdroższego nawet aparatu.

Nie ulega jednak wątpliwości, że Mike Johnston żyje z fotografii żyjąc fotografią.
Też tak bym chciał.
Tą pasję wyraźnie się czuje, czytając jego felietony. Zamieszcza tam też swoje zdjęcia.
Wystarczy kliknąć na link "Inny żaglowiec" by mieć dostęp do wszystkich felietonów - potem tylko wystarczy przejść do następnego lub poprzedniego (u dołu strony!)

Aliena napisał/a:
Z pewnością jest wiele takich osób i na pewno jeszcze niejednego takiego "dinozaura" spotkasz

Faktycznie, określenie dinozaur pewnie jest całkowicie uprawnione.
Ale gdy czytam, że Pan Mike zachwyca się zegarmistrzowską precyzją wykonania dopiero co "sprawionego" sobie Topcona RE-Super, to odnajduję w tym mój zachwyt nad właśnie sprawioną sobie Konicą Autoreflex A. (niesamowita konstrukcja!)
Tych aparatów nie można zwyczajnie kupić w sklepie.
Trzeba ich poszukać i wiedzieć czego się szuka! To wiedzieć czego ma kluczowe znaczenie - oddziela członków klanu od reszty ludzi.
Takiego Topcona (pierwsza lustrzanka z wewnętrznym pomiarem światła!) można by dziś pewnie kupić za kilkaset złotych - i to tylko dlatego tak drogo, że to marka znana wyłącznie znawcom i kolekcjonerom (a ci gotowi są zapłacić więcej za przyjemność pofotografowania czmyś takim)
Cena więc raczej nie świadczy o wartości tego aparatu - tylko poziom uciechy jaki może sprawić wtajemniczonym (no nie ukrywajmy, że świadomość niebotycznych cen, które kiedyś te cuda kosztowały też pomaga w tworzeniu dobrego smopoczucia)

Z kolei Pan Johnston przyznał się w którymś ze swoich felietonów, że pierwszy poważny aparat jakim fotografował - to była właśnie Konica Autoreflex.
No i jak tu człowieka nie lubić??

Od Pana Mike'a właśnie, zaczerpnąłem termin lustrzanka MMM, czyli Mechaniczna Manualna i Metalowa (ciekawe, że skrót wygląda tak samo w naszym języku, jak i po Angielsku)
Zaś erę klasycznych lustrznek, nazwałem sobie złotą erą lustrzanki by silniej odróżnić ten okres od lat następnych gdy do produkcji tych aparatów coraz bardziej zaczęła się wtrącać ekonomia i elektronika.
Aliena napisał/a:
Jednak nie wiem, co Ci poradzić, jeśli tam przeszkadzają Ci jakieś reklamy.

Mnie nie przeszkadzają, ale akurat w oglądaniu zdjęć przeszkadzają. To tylko miałem na myśli.

Posty zostały wydzielone do tematu: "O artystach i fetyszystach" / Aliena
 
     
meciarz 

Dołączył: 17 Wrz 2007
Posty: 5
Skąd: Gniezno
Wysłany: Wto Wrz 18, 2007 01:04   

No no, jesteś zarażony na maxa :ok: . Podziwiam Twoje podejście do tych MMM i muszę przyznać Ci rację :yes: ... że robią świetne (jakościowo) focie, zwłaszcza jeśli się skorzysta z Provii czy Velvii.
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Sob Wrz 22, 2007 10:47   

meciarz napisał/a:
No no, jesteś zarażony na maxa :ok: . Podziwiam Twoje podejście do tych MMM i muszę przyznać Ci rację :yes: ... że robią świetne (jakościowo) focie, zwłaszcza jeśli się skorzysta z Provii czy Velvii.

To trochę nie tak.
Era MMM definitywnie się skończyła! To był wspaniały okres! Żadnych oszczędności materiałowych i technologicznych.
W chwili obecnej sytuacja nie do pomyślenia!
Poza tym lustrzanki z lat 1965 - 1975, to wspaniale wykończone dekoracyjne przedmioty.
W sam raz na t.zw. męską biżuterię (dla kogoś kto się brzydzi kolczykami i sygnetami - ważne!)
Warto więc uratować nieliczne już a pięknie zachowane sztuki.

A jakość? Velvia rozdziela 160 par linii na milimetr. Łatwo policzyć - 160X160X24X36= 22 118 400 (przeliczeniowych pikseli)
Podobną rozdzielczość posiada matryca najnowszego Nikona D3 ale nie radzi sobie z rozpiętością tonalną i bogactwem odcieni kolorów tak jak Velvia.
Poza tym sam korpus Nikona D3 kosztuje około 20 000zł!!
Taki aparat, jak mój ESII wraz z doskonalym SMC Takumarem 1,4/50mm. kosztuje około 600zł.
Dla mnie wybór jest jednoznaczny a i przewidywane rozliczne przyjemności z tym wyborem związane - nie do odparcia.
 
     
wuja 

Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 1350
Skąd: --
Wysłany: Nie Lis 18, 2007 07:22   

Cytat:
336 tys. euro zapłacił prywatny kolekcjoner z jednego z krajów europejskich za jeden z pierwszych aparatów małoobrazkowych na świecie - Leicę z 1923 roku. Jest to najdroższy małoobrazkowy aparat fotograficzny sprzedany kiedykolwiek na aukcji i drugi najdroższy aparat fotograficzny w ogóle.

CALOŚĆ TUTAJ
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 18, 2007 12:27   

No tak, drogi Wuja.
Według autora artykłu, jestem albo miłośnikiem staroci albo rozmiłowanym w dawnej technice profesjonalistą.
Milsze mi to drugie określenie, lecz niestety nie jestem profesjonalistą. :-)

Tak naprawdę, to czytając tego typu doniesienia zastanawiam się ilu mamy na świecie bogatych snobów.
Leica z serii przedprototypowej nie była wcale pięknym aparatem.
Nie biła po oczach stylem wyrafinowanej konstrukcji i detalami precyzyjnego wykończenia.

Ot, małe czarne pudełeczko z zaokrąglonymi brzegami.
Czyli kupiono tak naprawdę legendę, może nawet historię - ale nie sam aparat.

Weźmy taką Mirandę ze zdjęcia otwierającego temat. Widać gołym okiem, że producent uczynił wszystko, by potencjalny nabywca docenił ogrom prac, którego finałem było wypuszczenie na rynek tak dopracowanego
i nowoczesnego (wtedy! 1971) produktu.

Powiem więcej. Ten aparat pod wieloma względami jest nowocześniejszy niż najnowsze i bardzo drogie lustrzanki cyfrowe
- choćby wymienny układ celowniczy, którego już nie można spotkać w żadnej współczesnej konstrukcji.
O solidności budowy - nieosiągalnej w chwili obecnej już nawet nie wspominam.

Martwi mnie jednak inna sprawa. A mianowicie lekceważenie z jakim już w zasadzie wszyscy (poza nielicznymi wyjątkami!) traktujemy ten klasyczny sprzęt.
W rękach doświadczonego fotografa można za jego pomoca stworzyć jeszcze (!) doskonalsze obrazy niż posługując się aparatem cyfrowym.
Wnioski jakie można wyciągnąć ze śmiesznych cen jakie w tej chwili osiągają te aparaty są dość przygnębiające.
Po pierwsze zabrakło dawnych właścicieli tego sprzętu (bo z całą pewnością nie kupowali go gówniarze-maturzyści,
do jakich wtedy się zaliczałem).
Następcy tych właścicieli uwierzyli zaś reklamie, że wszystko co najnowsze to najlepsze.

Nie warto jednak wierzyć reklamie! Bo może zrobić się łyso.
 
     
wuja 

Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 1350
Skąd: --
Wysłany: Nie Lis 18, 2007 13:59   

Witaj Tomaszu!
Wiedziałem, że wbrew temu, co piszesz u naszych zakompleksionych kolegów, zaglądasz na to Forum. Toż dział FF jest Twoim dzieckiem, jakże więc nie troszczyć się o nie choć z daleka.
Wiedeziałem, że na temat aparatów -"staroci" zareagujesz.
Cieszę się, że wróciłeś.


Posty zostały wydzielone do tematu: Forumowe dylematy / Aliena
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 18, 2007 22:34   

wuja napisał/a:
Wiedeziałem, że na temat aparatów -"staroci" zareagujesz.

TY



Poza tym że wiedziałeś to chciałeś i zadałeś sobie trud - nawet dwukrotnie. Dzięki!
Nie mogłem nie zareagować - wiesz o tym dokładnie.

A pasje, to nie tylko klasyczne aparaty fotograficzne. To także rower, obrazki, dyskusje, kontakty z ciekawymi ludźmi,
gadanie z młodzieżą, plyndze po cygańsku, gwara, wspomnienia z dzieciństwa i...
...i wiele innych rzeczy
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Sty 18, 2008 22:46   

Niepomny zasady nie pisania posta pod postem, ruszę dalej.

Zawsze intrygowało mnie skąd się biorą zainteresowania fotograficzne i skąd później powstają najróżniejsze pasje z fotografowaniem związane.
Słyszałem różne teorie a najczęściej taką, że aparat fotograficzny trafia do naszych domów wtedy, gdy pojawia się w nim małe dziecko - którego rozwój należy dokumentować.
Dziwne. Jak urodziła się Marta, to w domu już był aparat i to któryś z kolei jak pamiętam.

Ponieważ jednak jestem zainteresowany jak to było w Waszym przypadku rozpocznę tutaj taki nowy wątek zawierający się w pytaniu (albo może sprowadzający sę do pytania)
Jak to się zaczęło?

Taka prosta w sumie pasja jak fotografowanie, kiedyś się tam zaczęła i trwa - w moim przypadku będzie trwać do końca życia jak sądzę.
Ciekawe więc jak Wy na to patrzycie?

Gawęda Pana Fotomanka. (jeżeli nie spotkam się z reakcją - trudno! Zakończymy na tej jednej)
Aparat fotograficzny był w naszym domu od zawsze jak tyko pamiętam i jak pamięta to mój tato.
Już moja babcia miała składany aparat na błony zwojowe - taki śmieszny z mieszkiem, który trzeba było rozłożyć przed fotografowaniem.
W latach trzydziestych babcia kupiła sobie Rolleiflexa - bardzo modną wtedy lustrzankę dwuobiektywową znanego niemieckiego producenta.
Oba te aparaty babcia kupiła w Gnieźnie, - w drogerii na Chrobrego 33, czyli tam gdzie mieszkała.
Dziś drogeria kojarzy się z mydlarnią, ale wtedy były tam także chemikalia, odczynniki fotograficzne, filmy, błony zwijane i cięte, a także i fotoaparaty, które właściciel sklepu sprowadzał na zamówienie klienta.
Dziadek nigdy nie fotografował - a po babci zainteresowania w tym kierunku objawiał wyłącznie mój tato.
Dziwne przyznam. Trzech rodzonych braci i tylko jeden, właśnie mój tato jedynie - tym fotografowaniem się zainteresował.
Tato kupił w końcówce lat 30-tych Leicę. To było wtedy wielkie halo, - tak jakby dziś sprawić sobie Nikona D3.
Dziadek poprzez swoje koneksje handlowe załatwił tacie ową Leicę nieco taniej - prosto z hurtowni za ciut więcej niż 400zł. To była wtedy oficerska pensja, ale i tak na zakup w poznańskiej firmie Foto-Greger tato pozwolić sobie nie mógł.
Tam musiał by wydać prawie dwukrotność tej sumy.
Leica wędrowała z tatą przez wszystkie zawieruchy wojenne - właśnie Leica, a nie inne skarby młodzieńcze, które pozostały w Gnieźnie na czas wojny i zaginęły.
Dopiero w obozie jenieckim, po upadku Powstania Warszawskiego - Leica została oddana.
Oddana za chleb.
Po wojnie tato kupił Exaktę. To właśnie Exaktą robiono mi pierwsze zdjęcia. Jeszcze dziś po 50-ciu latach można je obejrzeć w rodzinnym albumie.
Exakta jednak się popsuła, a że naprawa była kłopotliwa i droga, więc tato ją sprzedał jakiejś złotej rączce.
Po Exakcie w domu pojawiła się Werra. To była dalmierzówka z Tessarem i jak się dopiero później okazało - miała odegrać ważną rolę w mojej edukacji fotograficznej.
Tą właśnie Werrę, wręczył mi tato jak wyjeżdżałem na pierwszą wycieczkę szkolną w pierwszej klasie liceum.
Miałem 15 lat i o fotogrfowaniu wiedziałem tyle co nic.
Pamiętam, że otrzymałem od taty instruktaż. Przysłonę ustaw na 8 a czas na 1/60 sek. O tak, jak te czerwone punkty na skalach. Jak będzie pochmurno, to ustaw przysłonę na 5,6.
I koniec! To było wszystko.
No cóż, tato choć poczciwości człowiek, to na tłumaczeniu znał się podobnie, jak przeor Kordecki na szwedzkich kolubrynach.
Koledzy z klasy też mieli aparaty, a mój przyjaciel miał Zorkę. Wstyd się przyznać, ale te rosyjskie sprzęty traktowałem wtedy jak ostatnie badziewiaste badziewie.
Niesłusznie!! Ale dowiedzieć się miałem o tym dopiero sam - sporo, sporo później.
Chyba ta właśnie Zorka mojego przyjaciela odegrała największą rolę w mojej edukacji fotograficznej.
Jego zdjęcia po prostu były lepsze !!
Zamiast przypisać winy tego stanu rzeczy okrojonym do minimum tatowym instrukcjom, ja byłem wściekły!! Nie rozumiałem powodów dlaczego moja wspaniała Werra z Zeissowskim Tessarem nie dorównała jakiejś tam ruskiej Zorce (czy jak tam to badziewie się nazywa)
Lepszy aparat powinien wszak i lepsze zdjęcia robić, nieprawdaż? :-)
Rzuciłem się więc na książki. Najpierw przewertowałem ojcowską biblioteczkę fotograficzną i sterty miesięczników Fotografia.
Później sam kupowałem książki o tej tematyce i sam prenumerowałem czasopisma.
Z czasem moja bibliografia rozrosła się do sporych rozmiarów, a sterty Foto zaczęły przeszkadzać w swobodnym użytkowaniu własnego pokoju. Chcąc nie chcąc, musiałem zacząć powoli wyrzucać uzbieraną przez lata fotograficzną makulaturę.
Nie pamiętam przy tym bym dokładnie przeczytał każdą pozycję od deski do deski. Doszedłem wszak do takiego stanu, że czegokolwiek bym nie otworzył na ślepo, to z całą pewnością już to coś kiedyś przeczytałem.
Ta wiedza fotograficzna sączyła się do mojej głowy powoli, kropla po kropli, przez niespełna 40 lat. Czasem nieco wolniej, a czasem szybciej. W każdym razie systematycznie i co ważniejsze z własnych nieprzymuszonych chęci a nie z niczyjego nakazania.
Miałem ową wiedzę sprawdzić dopiero jak zacząłem uczyć w prestiżowym łódzkim liceum.
Ambicja nauczycielska była tam wymagana!
Nauczyciel musiał wykazywać się większą ambicją niż najambitniejsi uczniowie.
Więc założyłem koło fotograficzne.
Na pierwsze spotkanie przyszło ze 40-tu ambitnych delikwentów zachęconych reklamą nauczenia się fotografowania w godzinę.
Zamiast godziny, wszyscy siedzieli niespełna cztery - aż zaniepokojeni rodzice zaczęli wydzwaniać do szkoły powodowani obawą o swoje pociechy.
Tak czy siak, - sławę mołojecką miałem ugruntowaną. Pani dyrektor była zachwycona.
Tych wielkich fajd fotograficznych miałem zresztą sporo więcej.
Po raz pierwszy - jak wykonałem własnoręcznie portret mojej babci. Wielkie powiększenie wystawowe, na którym widać było najdrobniejszy włosek, najsubtelniejszą fakturę materiału, każdy najdelikatniejszy nawet fragment pooranej zmarszczkami skóry.
Za ten portret dostałem także wyróżnienie, na prestiżowym, międzynarodowym konkursie Olimpusa gdzie corocznie ocenianych jest kilka tysięcy zdjęć.
Najprzyjemniejsze jednak było oglądanie tego powiększenia po całonocnym ślęczeniu przy powiększalniku.
Oczu nie mogłem oderwać od tego zdjęcia.
O w mordę, ale rewelacja - myślałem sobie patrząc na efekt własnych wysiłków.
(a pamiętacie jak wmawiałem, że zdjęcie ma zachwycić przede wszystkim Was samych?
To Wasze pierwsze, rewelacyjne zdjęcie. Założę się, że go nie przeoczycie.)
Ten portret wykonałem Zenitem TTL. Tak! Ruskim badziewiem! Przez całe prawie lata 80-te, to był najlepszy mój aparat.
Z Zenitem TTL wiąże się jeszcze jedna zabawna anegdota. Otóż w końcówce lat 70-siątych, pierwsze egzemplarze tego aparatu pojawiły się w sklepach fotooptyki.
Zachorowałem na lustrzankę słusznie rozumując, że tylko obserwując scenę na matówce można ją dobrze sfotografować.
Kierowany chciejstwem zadzwoniłem do taty (z Warszawy, gdzie wtedy studiowałem), z zapytaniem, czy nie pożyczył by mi pieniędzy na aparat. (Zenit TTL kosztował wtedy 7500zł, a przeciętny Polak zarabiał 3500!)
Chyba sfiksowałeś do reszty - usłyszałem w odpowiedzi.
No i tak to było.
Zenita kupiłem sporo później, ale wcześniej odłożyłem na polską lustrzankę dwuobiektywową Start.
Start zapewniał bardzo przyzwoite rezultaty, ale też zmuszał do oszczędności bo na jednej błonie zwjowej mieścilo się jedynie 12 klatek formatu 6 X 6 cm.
Jedno z wykonanych Startem zdjęć pojechało na konkurs miesięcznika FOTO - konkurs na okładkę.
Pamiętam jak tato zadzwonił do mnie któregoś dnia i z informacją - Tomek! Masz okładkę w nowym FOTO oznajmił tato wielce z tego faktu zadowolony.
Wtedy miałem już też Zenita, ale FOTO wymagało slajdu w formacie 6 X 6 ze względu na jakość ówczesnego druku. Stąd nagrodzone zdjęcie wykonałem właśnie Startem.
Co było potem?
Ano kolejne rolki zdjęć i kolejne aparaty. Praktica L, potem VLC, baterie obiektywów kupowane bardziej z chciejstwa niż potrzeby - słowem wariactwo kompletne, aż do momentu kiedy rewolucja cyfrowa drastycznie obniżyła ceny nieosiągalnych dla mnie wcześniej lustrzanek japońskich.
Pierwszą kupiłem w zaprzyjaźnionym komisie przy łódzkim ŁTF-ie. Ledwo tam wlazłem, a już znajoma Pani Zosia trzymała to marzenie w ręku i wyciągała je w moim kierunku.
Panie Tomaszu, panie Tomaszu - wołała. Piękny stan! Bardzo rzadko się taki trafia. I wręczyła mi Pentaxa ESII.
Kosztował równe 500zł. To było tak prawie zaraz po denominacji naszych pieniędzy, jak pamiętam.
Pamiętam też, jak wyjmowałem nowiuteńkie banknoty stuzłotowe i wręczałem Pani Zosi z miną męczennika. Akurat miałem przy sobie - jak na złość. A opanować chciejstwa nie potrafiłem.
Załadowałem aparat kupioną dla testu Realą i przeleciałem się po Piotrkowskiej fotografując przygodne sceny uliczne i ciekawszą architekturę.
Po pół godzinie byłem już u Krzyśka w jego zakładzie fotograficznym. Wyjąłem naświetlony film i sam w pośpiechu założyłem go do wywoływarki.
Poszliśmy pogadać na zaplecze.
Po 20-tu minutach film był wywołany. Krzyś ostrożnie rozwinął go i z aptekarską dokładnością zaczął oglądać pod światło.
Rewelacja - powiedział w końcu.
Co było potem?
Ano pewnego dnia lodolamacz napisał posta, że oto leży przed nim wieszak z napisem Dom Bławatów i Konfekcji Edmund Holka Gniezno Rynek 1, poczym wyraził przypuszczenie, że to ten sam adres, co nowej siedziby GFI.
Jak na to trafiłem? Pewnie wpisując do Googla hasło Gniezno - ale prawdę powiedziawszy już nie pamiętam.
Co było potem - już wiecie.

***
 
     
emigrant 

Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 3372
Skąd: z powietrza
Wysłany: Sob Sty 19, 2008 02:19   

Tomasz Holka napisał/a:

Jak to się zaczęło?

Cóż, sam dokładnie nie pamiętam choć to było tylko parę lat temu. Wzięło się z nie tyle co z nudy co z poszukiwania czegoś co by mnie wciągnęło. Nie zrobiło tego sklejanie modeli, nie pomogły książki ani próba nauki muzyki. Aparat sam trafił w moje ręce i tak został do dziś, z mniejszym lub większym szczęściem. Zaczynałem od analogu, była to Minolta XG1, do dziś ją mam schowaną. Niestety, musiałem z niej zrezygnować, skrzynka miała i ma nadal jakieś problemy z migawką, prześwietlała dosyć często zdjęcia, nawet takie w ciemnych miejscach robione. Nie mogłem znaleźć nowego pudła a naprawa nic nie dawała więc przerzuciłem się na cyfrowe. W tym czasie zaczynał być coraz większy wybór wśród nich. Najpierw był Canon Ixus, teraz po jakimś czasie nowym nabytkiem jest Sony H9. Jestem z niego zadowolony, ale nadal ćwiczę oko zanim spuszczę migawkę. To chyba tyle o sobie :)
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Sty 22, 2008 14:41   

No cóż, choć jedynie emigrant napisał jak to było w jego przypadku - to i tak sukces.

W takim razie spróbuję zainteresować technofanów taką oto historią.
Ponieważ to mało znane fakty z naszych dziejów, to może choć wuja się zainteresuje, jako "techniczny" i jednocześnie technikę rozumiejący

To kolejne zdjęcie z Allegro, które wykorzystuję na forum - oczywiście za przyzwoleństwem autora!
Pewnie większość z Was nie ma pojęcia co to takiego - więc wyjaśnię po literkach.
Otóż to czołówka aparatu fotograficznego sprzed stu lat - czyli płyta w której zamontowany jest obiektyw wraz z centralną migawką.
Taką czołówkę montowano na specjalnej ramce i łączono z resztą aparatu fotograficznego za pomocą światłoszczelnego miecha.
Najciekawsze jest jednak to, co napisano wokół przedniej soczewki prezentowanego obiektywu.
Napis głosi - "Phos" Varsovie No: 7548 Planistigmat (odcyfrować można jeszcze ogniskową, równą 165mm.)
Czyżby więc w Warszawie dokładnie 100 lat temu produkowano obiektywy fotograficzne, a nawet całe aparaty??
Owszem, tak !! Mało tego, to były wyroby najwyższej klasy światowej !!

Gawęda Pana Fotomanka

Obiektywy FOS wyrabiała w Warszawie fabryka Aleksandra Ginsberga.
Fabryka ta powstała w 1904 roku i według ksiąg adresowych zatrudniała 30 pracowników i posiadała motor o sile siedmiu koni.
Dwa lata później firmę przeniesiono do nowej siedziby a liczba zatrudnionych wzrosła do pięćdziesięciu osób, silnik zaś zmienił się w elektryczny o mocy 50 koni.
Fabryka produkowała obiektywy fotograficzne, kompletne aparaty oraz urządzenia optyczne wszelkich zastosowań.
Na przykład przyrządy geodezyjne (uwaga wuja!) jak teodolity i niwelatory oraz celowniki artyleryjskie, peryskopy, dalmierze, lornetki i inne precjoza optyczne potrzebne w wojsku.

Firma rozwijała się znakomicie. Nic dziwnego - była to jedyna firma tego typu położona na terenie całego imperium rosyjskiego!

Sam Pan Aleksander Ginsberg, był niezwykle interesującym człowiekiem - podobnym nieco do milionera Wokulskiego ale daleko przewyższającym osiągnięciami tego sympatycznego bohatera Lalki, którego wszyscy chyba znamy ze szkolnej lektury.
Pan Aleksander studiował w Paryżu i Berlinie, by po uzyskaniu dyplomu inżyniera pracować w wytwórniach optycznych K. Kraussa w Paryżu, a następnie Carla Zeissa w Jenie.

Kto by pomyślał, że praca u Zeissa była dla Pana Ginsberga wielkim zaszczytem - pomylił by się okrutnie!!
Zeiss, to w końcu XIX wieku była młoda firma - daleka jeszcze od światowej sławy jaką uzyskała później. Starsze i znacznie bardziej znane były wtedy zakłady Steinheila, Voigtlandera czy Emila Buscha.
Pan Ginsberg pracował u Zeissa jako główny inżynier i główny technolog jednocześnie - i to raczej on był znakomitym nabytkiem dla jenajskiej wytwórni optycznej.

Generalnie można śmiało twierdzić, że w ówczesnej Europie (a więc i na świecie!), było zaledwie kilkunastu samodzielnych konstruktorów optycznych a jednym z nich był właśnie Pan Aleksander Ginsberg.

To oczywiste, że Pan Ginsberg założył w końcu własną fabrykę w Warszawie i rozpoczął produkcję obiektywów własnej konstrukcji (jednym z nich był właśnie pokazany na zdjęciu Planistigmat) a także różnorakiego oprzyrządowania optycznego.
Były to wyroby najwyższej światowej jakości i śmiało konkurowały wtedy z produktami najsłynniejszych wytwórni optycznych, a w fabryce FOS pracowali najlepsi specjaliści ściągnięci do pracy z całej Europy.

Firma rozwinęła się błyskawicznie, głównie dzięki olbrzymim zamówieniom rządowym dla rosyjskiej armii, dla której produkowała celowniki artyleryjskie, dalmierze, lornetki, peryskopy i wizjery wszelkiego zastosowania.

W 1914 roku, z chwilą wybuchu I wojny światowej, władze rosyjskie wywiozły całą fabrykę FOS do St Petersburga (później Leningrad)- wraz z całym personelem i maszynami.
Nic w sumie dziwnego! To była jedyna wytwórnia optyczna na całym terytorium Carskiej Rosji produkująca niezbędne oprzyrządowanie dla armi !!
Na szczęście, sam Pan Ginsberg już tego nie dożył.

Po rewolucji bolszewickiej w 1917 roku, fabryka FOS stała się zaś podstawą dla całego przemysłu fotooptycznego w Związku Radzieckim.

Zakłady LOMO w dzisiejszym Petersburgu (dawniej Leningradzie) istnieją zresztą do dziś, choć pewnie inaczej już się nazywają.
Tam właśnie wykonywano pierwsze serie obiektywów przeznaczonych do radzieckich kopii aparatu Leica - czyli produkowanego w Charkowskiej Trudkomunie im. Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego - FED-a.
FED, to oczywiście protoplasta Zorki produkowanej już po II-giej wojnie w Moskwie, a później w Krasnogorsku.
Na bazie Zorki powstał z kolei znany nam wszystkim Zenit, który w czasach PRL-u przyczynił się walnie do rozwoju amatorskiego ruchu fotograficznego i to nie tylko w Polsce, ale w całym bloku komunistycznym.

Od 1945 roku Rosjanie dysponowali ponadto wywiezionymi w ten sam bandycki sposób zakładami Zeissa i Contaxa. A do rozwoju tej pierwszej firmy znacząco przyłożył się Pan Aleksander Ginsberg z Sosnowca, którego przedstawiłem Wam na początku.

Można więc śmiało postawić tezę, że gdyby nie Polskie Zakłady Optyczne FOS, oraz sam Pan Aleksander Ginsberg - to Rosjanie mieli by nie lada problem z zaopatrzeniem swych czołgów T-34 w odpowiednie celowniki, dalmierze i peryskopy.
To samo dotyczyło artylerii rosyjskiej, którą tak często oglądaliśmy jak gromi hitlerowców niosąc światu "upragnioną wolność", oraz okrętów wszelkich klas i samolotów.

Więc jak będziecie oglądać kolejną powtórkę słynnego serialu Czterej pancerni i pies, to pamiętajcie, że gdyby nie Ginsberg i jego FOS - dzielni czołgiści nie mieli by prawa trafić z armaty w nieprzyjaciela, ani nawet go dostrzec.

A tak na marginesie i już na koniec. Przedstawiony na zdjęciu stuletni Planistigmat FOS-a, legitymuje się daleko lepszymi własnościami optycznymi niż większość obiektywów, które używacie obecnie w swoich cyfrowych kompaktach.

No i co Wy na to? Uczucia patriotyczne podbudowane? A może zainteresowania także ??

***
 
     
Aliena 
anielska cierpliwość


Wiek: 41
Dołączyła: 21 Maj 2007
Posty: 1948
Skąd: W-wo
Wysłany: Wto Sty 22, 2008 15:14   

Tomasz Holka napisał/a:
Niepomny zasady nie pisania posta pod postem, ruszę dalej.

Drogi Tomaszu, nie obawiaj się, nie będę krzyczeć ;) Zasada jest taka, że należy unikać pisania posta pod postem w krótkich odstępach czasu. Jest możliwość edycji postów w ciągu 30 minut i wtedy zamiast pisać kilka postów, jeden pod drugim, można coś dodać używając opcji "edytuj". Ale w tym przypadku jak najbardziej możesz i powinieneś napisać post pod postem. Tym bardziej, że od poprzedniej wiadomości tutaj minęło kilka miesięcy :)

Tomasz Holka napisał/a:

Ponieważ jednak jestem zainteresowany jak to było w Waszym przypadku rozpocznę tutaj taki nowy wątek zawierający się w pytaniu (albo może sprowadzający sę do pytania)
Jak to się zaczęło?

Długo wahałam się, czy powinnam pisać o tym, jak to się u mnie zaczęło, bo moja historia chyba nie jest zbyt ciekawa i pasjonująca :) Ja niestety nie mogę się pochwalić rodzinnymi fotograficznymi tradycjami. Wszystko zaczęło się zwyczajnie. Nie wiem skąd pojawiła się u mnie fotograficzna pasja. Nie odziedziczyłam jej w genach, bo w mojej rodzinie bliższej i dalszej nie znam nikogo, kto by się pasjonował fotografią. Jestem takim fotograficznym rodzynkiem, a może raczej rodzynką ;) Moi rodzice oczywiście posiadali aparat fotograficzny, ale on był wykorzystywany tylko do robienia rodzinnych zdjęć do rodzinnego albumu. I nikt nigdy ponad to się nie wychylał :) Gdy miałam kilkanaście lat i sama mogłam robić zdjęcia, ten aparat zaczął mnie kusić, aby trochę z nim poeksperymentować i zrobić coś więcej, jednak nigdy na jakieś wielkie eksperymenty się nie zdecydowałam, może dlatego, że w najbliższym otoczeniu nie miałam nikogo, kto by mnie w tym wspierał i kto by mnie czegoś więcej nauczył. Więc to nadal było tylko pstrykanie do rodzinnego albumu.

Przełom nastąpił 4 lata temu, gdy po raz pierwszy zetknęłam się z cyfrówką. Niestety nie moją. Ale od tamtej pory miałam jedno marzenie i jeden cel - mieć swoją własną cyfrówkę. Marzenie spełniło się dość szybko. Już rok później kupiłam swoje własne cudo - HP Photosmart 120 :) Zwykły, prosty aparat, ale tylko mój. I nareszcie mogłam rozpocząć fotograficzne eksperymenty. Z tamtym aparatem eksperymentowałam 1,5 roku. Niestety brak wielu potrzebnych funkcji i ustawień bardzo mnie ograniczał.

Potem pojawił się następny aparat - HP Photosmart M307. Ten aparat dał mi już więcej możliwości, choć miał też wiele wad. Nie zdążyłam się nim długo nacieszyć. Dwa miesiące później w tajemniczych okolicznościach uszkodził mi się wyświetlacz. Przez kilka dni rozpaczałam po stracie tego aparatu, a potem wzięłam się w garść, wygrzebałam wszystkie swoje oszczędności, trochę się nawet zadłużyłam :) ale już kilka tygodni później byłam szczęśliwą posiadaczką Nikona L4. Dopiero wtedy fotografowanie stało się dla mnie prawdziwą przyjemnością i dopiero wtedy poczułam, że kocham swój aparat. Dopiero wtedy tak naprawdę zaczęłam się uczyć fotografowania z pierwszymi pozytywnymi rezultatami. Cieszę się moim Nikosiem już prawie 1,5 roku :) Z nim nauczyłam się najwięcej i w najbliższym czasie nie zamierzam się rozstawać z tym aparatem.

Tak się zaczęła moja fotograficzna historia. Nie odziedziczyłam w genach tej pasji i wszystko wskazuje na to, że nikomu jej w genach nie przekażę, ale jestem pewna, że ta pasja będzie trwać do końca życia :yes:
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3284
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Sty 22, 2008 20:11   

Aliena napisał/a:
Nie odziedziczyłam w genach tej pasji i wszystko wskazuje na to, że nikomu jej w genach nie przekażę,

W sumie, bardzo rzadko się zdarza, że mama, tato lub ktoś z najbliższej rodziny rozsiewają wokół siebie zarazki mikroba fotograficznego.
Tato i babcia-Gnieźnianka, też fotografowali jedynie dla siebie - typowo po fotoamatorsku.
Punkt dla nich jedynie, że się interesowali.
Dokładnie tak jak tutaj
Aliena napisał/a:
Moi rodzice oczywiście posiadali aparat fotograficzny, ale on był wykorzystywany tylko do robienia rodzinnych zdjęć do rodzinnego albumu. I nikt nigdy ponad to się nie wychylał Gdy miałam kilkanaście lat i sama mogłam robić zdjęcia, ten aparat zaczął mnie kusić,

Mój tato zresztą, jest człowiekiem wszelkich zdolności, ale do zarażania czymkolwiek niestety zupełnie się nie nadaje.
Olimpijski spokój i wrodzona oszczędność w wypowiadanych słowach, po prostu nigdy nie predysponowały taty do takich zadań.
Co innego przebojowa mama, ale ta z kolei fotografią nie zajmowała się nigdy.
Aliena napisał/a:
nikomu jej w genach nie przekażę

Ani nikt inny tego nie uczyni jak sądzę, bo drogą płciową ta choroba z pewnością się nie przenosi :-)

***
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,41 sekundy. Zapytań do SQL: 13
Copyright Gniezno.com.pl ©
Wszelkie prawa zastrzeżone.
2002 - 2013

Polityka prywatności

Korzystanie z tej witryny oznacza akceptację regulaminu

Polecamy:
Agencja Interaktywna www.by.pl | Gniezno.com.pl |

Gniezno.com.pl jest firmą niezależną oraz samofinansującą i nie korzysta ze wsparcia środków publicznych; rządowych, samorządowych ani UE.

Właścicielem Gniezno.com.pl oraz Forum.Gniezno.com.pl jest firma Patryk Pawlak Sp. z o.o. z siedzibą w Gnieźnie, 62-200 Gniezno zarejestrowana w Sądzie Rejonowym w Poznaniu - Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego z kapitałem zakładowym w kwocie 5000 złotych w całości opłaconym. KRS: 0000475702, NIP: 7842490681, REGON: 302504149

Forum.Gniezno.com.pl stanowi integralną część portalu Gniezno.com.pl i z tego tytułu wszystkie elementy serwisu objęte są ochroną prawną. Powielanie, kopiowanie i wykorzystywanie jakiejkolwiek części jest dozwolone wyłącznie do celów osobistych. Wykorzystywanie do celów komercyjnych tylko za zgodą Gniezno.com.pl z zastrzeżeniem, iż nie mogą być one w żaden sposób modyfikowane.
Wypowiedzi użytkowników forum są ich prywatnymi opiniami. Gniezno.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi naruszające dobra osób trzecich ani za prawdziwość informacji przedstawianych przez użytkowników. Korzystający z forum ponoszą wyłączną odpowiedzialność za czyny i zachowania naruszające prawo i skutki takich zachowań.
Serwis Gniezno.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń oraz informacji dostarczonych przez osoby trzecie.

Nasze serwisy:
Gniezno.com.pl | Agencja Interaktywna www.by.pl | Forum.Gniezno.com.pl

Informacje:
Kontakt | Reklama | Regulamin | Osoby odpowiedziane za forum | Załóż swój dział | Zostań moderatorem

Realizacja: Gniezno.com.pl & Agencja Interaktywna www.by.pl