Forum internetowe Gniezna i Powiatu Gnieźnieńskiego
Strona głównaPortal Gniezno.com.pl



Pytania i odpowiedziUżytkownicyGrupyStatystykiRejestracjaZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
O pasji Tomasza.
Autor Wiadomość
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Maj 25, 2008 11:53   

Po pierwsze - sprzęt którym się posługuje każdy z nas, ma cieszyć użytkownika i przez to skutecznie pomagać w fotografowaniu, zachęcać do niego i mobilizować do wysiłków w tym kierunku.
Po drugie - w każdy sprzęt fotograficzny trzeba się "wjeździć"! To znaczy, poznać jego specyficzne własności, możliwości i mankamenty tak dokładnie, by podczas fotografowania myśleć już tylko o zdjęciach.
Po trzecie - należy wiedzieć, że absolutnie każdym aparatem można wykonać mistrzowskie zdjęcie, pod warunkiem że posługujemy się ulubionym sprzętem - jak w punkcie pierwszym, znamy jego możliwości (jak w punkcie drugim) i umiemy je wykorzystać przy fotografowaniu.
Oczywiście trzeba także wiedzieć, że absolutnie każdy aparat ma ściśle wyznaczone granice swoich możliwości, których ze względu na niemal pewne rozczarowania przekraczać nie warto.

Myślę, że dobrą ilustracją powyższych wywodów jest felieton Pana Wojtka Tkaczyńskiego zamieszczonego (a jakże!) na moim ulubionym Fotopolis.
http://www.fotopolis.pl/index.php?n=7158

C.D. oczywiście nastąpi.

***
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Maj 27, 2008 01:21   

Można jeszcze kupić nowy sprzęt analogowy. Oferują go specjalne i dobre sklepy fotograficzne oraz sklepy internetowe.
Jednak ze wzgledu na marginalne już zainteresownie tymi aparatami, sprzedawane są jedynie drogie modele profesjonalne i przebojowe niegdyś modele amatorskie.

Ze wzgledu na cenę, nie stanowią one w tej chwili żadnej konkurencji dla popularnych ze wzgledu na wygodę użytkowania, podobnych modeli cyfrowych.
Kupować nowych analogów po prostu się nie opłaca!

Opłaca się natomiast, a nawet bardzo, kupować wypasione aparaty analogowe ery autofokusa.
Tyle, że po pierwsze - trzeba umieć taki aparat kupić, by dobrze zainwstować swoje pieniądze i nie zostać narażonym na oszustwo.
Trzeba zatem być koneserem i znawcą, aby na przykład pokusić się o zakup Nikona F100.
Dla każdej innej osoby zakup takiego aparatu będzie interesem chybionym!

Najbardziej ryzykownym przedsięwzięciem jest natomiast zakup używanej lustrzanki klasycznej.
Tylko cena sprzyja tu kupującym jako, że faktycznie w chwili obecnej jest zazwyczaj symboliczna (150 - 300zł wobec niemałej sumy - około 1200zł za Nikona F100 lub Canona EOS-3)
Poza ceną same przeciwności!
Trzeba znać typowe uszkodzenia starych lustrzanek, odróżniać modele legendarne od przeciętnych i przede wszystkim umieć dostrzec na rynku wtórnym okazję nabycia świetnego aparatu pośród wielu pozorów okazji.
Trzeba także znać systemy poszczególnych wiodących producentów, orientować się w dostępności optyki do aparatów.
Jednym słowem, trzeba być miłośnikiem tego sprzętu.

Własne nostalgiczne modele najczęsciej kupuję za około 150 - 250zł. Rzadziej nieco drożej.
Do tego obiektywy od 70zł, do 400zł.
Przy każdym zakupie muszę pamietać, że konieczna renowacja każdego korpusu to minimum 160zł a obiektywu około 100zł.

Skrupulatna renowacja klasycznych modeli jest absolutnie konieczna! Tak zwana z angielska CLA (cleaning, lubrication, adjusting) musi być przeprowadzona, by 30-letni aparat mógł z powodzeniem dalej fotografować.

Zatem jeden korpus + niezbędne (powiedzmy trzy obiektywy - 28, 35, 50, 100mm.) kosztują około 200+3X200+160+4X100 = 1360zł. Czasami więcej a czasami mniej.
Do tego jeszcze futeraliki, filmiki, osłonki, duperelki, paseczki, nasadeczki, torebeczki, filterki, pierścionki, wizjerki, lampki, kuferki, mieszki i inne idiotyzmy - czyli lekko + 30%!

JEDNYM SŁOWEM NONSENS POD KAŻDYM WZGLĘDEM !!

Jak otworzę fotograficzną szafę, to ...... lepiej nie myśleć co mógłbym kupić za te kilkanaście klasycznych korpusów i ponad dwa razy więcej obiektywów. Pewnie wszystko co mogło by się zamarzyć.

W sumie dumając nad tą szafą dochodzi się do wniosku, że po pierwsze człowiek durny jak but.
Po drugie, że warto dokładać grosz do grosza, bo faktycznie majątki z nich powstają.
Po trzecie, że nie ma takiego marzenia i celu, którego nie byli byśmy w stanie osiagnąć jeżeli tylko bardzo chcemy.
Po czwarte, że uczucia, fantazje i pasje nadmiernie człowiekiem majtają - a wiek jakby nieodpowiedni.
Po piąte i ostatnie zarazem, że zdrowego rozsądku to w tym wszystkim za grosz złamany nie ma!

A co jest? Co z tego wszystkiego mam?
Pewnie oprócz frajdy jedynie przykrą świadomość, że moje wnuki kiedyś wywalą ten cały majdan na śmietnik.

KONIEC

***
 
     
Aliena 
anielska cierpliwość


Wiek: 41
Dołączyła: 21 Maj 2007
Posty: 1948
Skąd: W-wo
Wysłany: Sro Maj 28, 2008 15:07   

Tomasz Holka napisał/a:
Co z tego wszystkiego mam?
Pewnie oprócz frajdy jedynie przykrą świadomość, że moje wnuki kiedyś wywalą ten cały majdan na śmietnik

Tomaszu, nie będzie tak źle :) Twoje wnuki z pewnością będą znać historię całego tego majdanu, będą wiedzieć jak bardzo tym się pasjonujesz i z pewnością Twój sprzęt fotograficzny będzie dla nich cenną rodzinną pamiątką.
A może Twoje wnuki odziedziczą po dziadku fotograficzną pasję.
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Cze 01, 2008 12:54   

Aliena napisał/a:
Tomaszu, nie będzie tak źle

Dzięki Alienko za dobre słowo ale przyznam, że raczej jestem sceptyczny w przewidywaniach co z moim majdanem może się stać.

Głównie dlatego, że wszelakie pasje sprzętowe (nie tylko fotograficzne!), biorą się z zachwytów - a tak naprawdę to z zachwycenia.
To zachwycenie przeradza się w fascynacje - a fascynacje z kolei w hobby i pasje.

Moje wnuki czym innym będą się zachwycać, nawet gdyby miały przysposobić sobie fotografowanie jako przyjemność towarzyszącą w życiu.
Da się to zaobserwować nawet po mojej córce. Marta fotografuje swoimi Nikonami - niedawno jeszcze D200, teraz D300 i nawet nie spojrzy w kierunku moich chromowanych cegieł, które z nabożnym szacunkiem często biorę do rąk i zdmuchuję z ich powierzchni wyimaginowane pyłki.
Tyle, że ja pamiętam te cegły, jak w latach 70-tych lśniły na wystawach specjalistycznych sklepów zaopatrzone w ceny, które przeciętny, socjalistyczny Polak musiał by stworzyć z dwuletniej przeciętnej socjalistycznej płacy.

Ona niestety tego nie pamięta. Nawet nie zwraca uwagi na niesamowitą wartość dekoracyjną tych przedmiotów, które dla niej są jedynie starymi aparatami.

Ja z kolei w pełni się jej rewanżuję, nie biorąc tych jej zabawek nawet do rąk. Jakoś niespecjalnie mnie zachwycają - takie czarne, podobne jedno do drugiego niewiadomoco.

Bardzo przykre zjawiska spotykam na penetrowanym codziennie Allegro i eBayu (choć tam bardzo rzadko, bo kultura inna!).
Użytkownicy z nickiem Ziomal lub na przykład Łysy, wystawiają wypieszczone (nie przez siebie bynajmniej!) egzemplarze dawnych klasycznych Canonów lub Minolt z takim oto (najczęściej) opisem;
... dostałem tego boba od dziadka, więc sprzedaję bo nie umiem się nim posługiwać.
U mnie przewalał się tylko w szufladzie wraz z innymi gratami. Może komuś się przyda....

Oczami wyobraźni widzę już tego poczciwego dziadka, który kiedyś w drodze wielu wyrzeczeń kupił taki aparat i po latach podarował wnuczkowi wychodząc ze słusznego założenia, że do wnusiowego fotografowania taki aparat całkowicie wystarczy.
Mało tego - liczył pewnie na to, że wnusio będzie miał po dziadku piękną pamiatkę.

Zadziwia mnie ta naiwność poczciwych dziadków i ich ufność w wartość intelektualną swych wnusiów!

Czasami też trafiam na Allegro na próby oszustw i ślady przestępstw.
Najczęściej oszust próbuje sprzedać ukraińską kopię Leiki wykonaną na bazie Zorki jako oryginalny aparat z lat 30-tych.

Wtedy stosuję swoją ulubioną zabawę w ojca chrzestnego - dajmy na to - Corleone, - i jego "propozycję nie do odrzucenia".
Piszę do Ziomala lub Łysego mniej więcej tak;
.... Drogi Allegrowiczu. Albo natychmiast zamkniesz aukcję, albo dopiszesz obszerne wyjaśnienie, że sprzedajesz kopię Leiki wykonaną na Ukrainie.
Albo ja poinformuję o tym wszystkich kupujących a także administrację Allegro o próbie oszustwa!
Wybór Twój!
Pozdrowionka.....

Jeszcze się nie zdarzyło, aby corleonowska propozycja "nie do odrzucenia" nie odniosła natychmiastowego skutku !!

Jak widzisz, droga Alienko - świat jest taki jaki jest, a nie taki jakim chcielibyśmy go widzieć.
Wnusiowie nie dorastają do wyższych uczuć, a czasami nawet starają się wykorzystać czyjeś uczucia i naiwność dla własnych podłych celów.

Ale ja się nie przejmuję! Właśnie zastanawiam się nad zakupem, bądź zamówieniem lub własnoręcznym wykonaniem gablotki, w której moje chromowane pancerniki mogły by cieszyć oko.
Być może dzięki tej muzealnej nietykalności i niedostępności owe cegły zyskają na atrakcyjności.

W każdych oczach!

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Sob Lis 22, 2008 21:26   

Witam wszystkich na forum,

to moja pierwsza wiadomość, więc wypada się przywitać. Przyznam że trafiłem tu za pomocą Planiego, który podał odnośnik do tej jakże ciekawej dyskusji. Szkoda że troszkę wygasła, bo wiele interesujących rzeczy wynikało z tego dialogu.

Co do tych sprzedaży to jest to taka półprawda. Ludzie dzielą się na tych którzy nie mają i nie potrzebują samochodów, tych którzy mają cokolwiek co jeździ, tych którzy mają najnowsze sportowe auta i tych którzy mają stare śliczne konstrukcje. Bardzo rzadko jest tak, że te sprawy przechodzą w rodzinie wraz z pokoleniami. Gdy ojciec interesuje się starymi samochodami syn wybiera pewnie te sportowe albo duże i wygodne. Nie znaczy to, że on nie docenia tego, nie znaczy też że nie ma szacunku, po prostu ma inne wymagania. Dla niego samochód może być tylko środkiem transportu. Tak po prostu. Oczywiście jak w przypadku każdego hobby finanse deko zaburzają swobodny wybór, każdy jednak dąży do czegoś konkretnego i każdy jest w stanie to osiągnąć, jeśli tylko rzeczywiście się do tego przyłoży.

Dlaczego więc córka myśli o czarnym brzydkim nikonie w porównaniu do chromowanych ślicznych szkiełek? Ona właśnie ma te inne potrzeby. Dla niej liczy się konkretny efekt jaki uzyska i mały nakład czasu związany z procesem wywoływania. Właściwie może w jednej chwili zrobić zdjęcie, podłączyć do drukarki i dostać odbitkę. Interesują ją też zdjęcia konkretnie takie jak dostaje - ostre, kontrastowe. No i właśnie sprzęt jaki ma - dający takie możliwości, szybkość, wygodę i dobre efekty. Nawet wizjer o którym piszesz jest wystarczający, bo po prostu spełnia swoją rolę, w razie czego jest możliwość zrobienia szybko zdjęcia i jego oceny na ekranie co do piksela! nawet gdy sie nie jest pewnym do końca ujęcia można zrobić ich serią 50 i wybrać najlepsze. Zwłaszcza w ruchu pozwoli to złapać ten najlepszy moment... no i tak jeszcze można wymieniać.

Dlaczego czarne są teraz profesjonalne? Z prostego powodu - bo srebrne weszły szturmem i zdążyły się znudzić. Dziś każdy kompakt jest przede wszystkim srebrny i śliczny. Niestety najczęściej pod tym kryje się plastik. Nawet te aluminiowe detale mają z plastiku już, stąd ogólnie srebrne aparaty zrobiły się nagle bardzo mało profesjonalne. Przy czym srebrny to coś innego od chromowanego. Dzisiaj chromowanych po prostu nie ma. Nawet te aluminiowe są po prostu malowane i wygląda to inaczej, a i to aluminium jest bardzo cieniutkie. Więc z musu czarne się zrobiły profi :) Znam przypadek jak ktoś przemalował srebrny na czarny sobie :) hihi :)

No nic - to co dzisiaj mamy to pewna specjalizacja apratów w kierunku ostrego, kontrastowego i najlepiej jeszcze przesyconego kolorami zdjęcia. Ma wyjść łatwo, ma wyglądać jak kartka pocztowa. Stąd bardzo rozwinięte automaty i starania by było łatwo i szybko. Tak jak było pisane o wizjerach które paradoksalnie zbyt dobre były zbyt złe, tak tu - ludzie oczekują prostoty, tylko garstka maniaków liczy każdą opcję i się nią zachwyca jakby to od tego zależało najlepsze ujęcie. Reszcie wystarcza przycisk "zrób zdjęcie", ewentualnie rozbudowany program tematyczny "zrób portret nocą" itd. Do opanowania tylko więc podstawowe opcje - które widać na pierwszy rzut oka - z lampą, bez, z efektem lub nie i takie tam. No i większość z tego jest zadowolona. Nie interesuje ich czułość, czas, przysłona, ogniskowa, głębia ostrości - nic takiego. Oczywiście córka trochę na wyższym poziomie jest skoro ma taki aparat, ale też zauważ, że nastąpiło mocne zubożenie tego co było kiedyś i jej to odpowiada - zapytaj jej co to efekt Scheimpfluga to pewnie nie będzie mieć pojęcia, podobnie zakres GO będzie jej bardziej odpowiadał, tak samo AF z co tu dużo mówić badziewną, choć jasną matówką zamiast klina z rastrem. No i sama matryca w kształcie zawsze i idealnie płaskim jest uproszczeniem. Można wykorzystywać wiele fajnych cech, ale jednak troszku wszystko się uprościło.

Mimo wszystko jednak fotografia analogowa i stare aparaty przeżywają renesans teraz. Dokładnie tak. Ceny spadły do takiego poziomu, że po prostu wiele perełek można mieć za bezcen. Ludzie tak samo zaczęli eksperymentować, interesować się technikami szlachetnymi i być bardziej kreatywni, niż photoshop. Przykładowo zrobić bardzo badziewne zdjęcie komórką nie jest niczym wielkim. Zrobić za to jeszcze gorsze często zdjęcie camerą obskurą to już coś. No i sama przyjemność robienia swojego aparatu i używania go. Dlatego wiele osób jednak wraca do tego tematu. Fotografia analogowa po wielkim kryzysie znów staje się coraz to mocniejsza. Wbrew pozorom dzięki fotografii cyfrowej. Dlaczego?
Paradoksalnie właśnie - bo analogowe mocno spadło z ceną. Bo jest niepopularne, bo nagle stało się to niby drogie. Tymczasem zestaw do średniego czy większego formatu jest za grosze dosłownie i zdjęcia można szybko zrobić. Cyfrowo oj ciężko.. :)
No i każdy kto kupi cyfrę ma wiele fajnych sposobności nauki. Tu nie boli, można trzasnąć pięć tysięcy zdjęć i być bogatszym o pewną wiedzę, a nie trwonić pieniążków na naukę. Wcześniej ludzie się zniechęcali. Nie wyszła jedna rolka, druga, trzecia, za wszystkie trzeba było płacić. Dlatego nauka szła opornie. Dzisiaj jest prosto i tanio. No i ograniczenia - szybko dają się we znaki w cyfrze, ale będąc ich świadomym wie się co kupić potem i dlaczego.
Podam nawet przykład - sam nie urodziłem się tak dawno, moi rodzice nie interesowali się wiele zdjęciami, te które były to do albumu rodzinnego jedynie, no i sprzętu wielkiego nie było. Gdy miałem już kilka lat ojciec kupił sobie zenita z standardowym heliosem i choć trochę wtedy zaczął fotografować to jednak było to tylko do albumu i nic poza tym. Sam choć próbowałem gdzieś w wieku szkolnym robić jakieś zdjęcia to jednak nic absolutnie mi nie wychodziło. Za to wychodziły zdjęcia plastikowym automatem, badziewne i cienkie, ale jednak i było to i tak o wiele lepsze niz nic. Dzisiaj nie moge na nie patrzeć, denerwują mnie, ale lepsze są niz nic. No i druga sprawa, ze zeby miec zdjecia z soba trzeba bylo dac aparat komus do reki i to najczesciej byla katastrofa :) Dopiero cyfrowe pozwolily mi rozwinac troche skrzydla, od nawet najprostszych kompaktow po ulamkach Mpix (te zupelnie pierwsze u nas w kraju) po całkiem niezle lustrzanki cyfrowe. No i wraz z tą nauka pojawiły sie proby eksperymentow.
Wcześniej jednak pewna ciekawostka. Jakieś 7 lat temu jedna z moich cyfrówek przestała mi wystarczać - miała 1,3Mpix, nie było w niej nawet ekranu :) Przygotowywałem się do zmiany na coś lepszego. Okazja była świetna bo kolega wyjechał do stanów, a przelicznik był mocny wtedy na sprzęt tam. Ogromna mobilizacja i udało mi się uskładać niebagatelne wtedy kilka tysięcy na kompakt 3Mpix i była to wtedy ogromna ilość, a u nast poprzedni model wchodził jako nowość (z wielkimi 2Mpix). Uskładałem pieniążki, przelałem koledze, a ten kupił mi wymarzony aparat. Gdy go miałem w łapkach już - malutki, zgrabny, świetnie wykonany, no i cyfrówka z ekranikiem. Wtedy mało kto miał takie śliczne cudo. Ojciec mnie za to storpedował od razu, że takie małe, takie dziwne, to to na pewno nie robi lepszych zdjęć od jego zenita. Przy okazji usłyszałem ile to świetnych zdjęć miał z heliosa, ale prawdę mówiąc nie zrobił nigdy odbitek większych niż 9x13. Brat szybko wyjaśnił, że to cyfrowe, że takie teraz aparaty są i takie dają najfajniejsze zdjęcia. No nic - fajna sprawa. Furorę za to robił jeden bajer - zdjęcia można oglądać na TV. Nie liczył się papier, liczyło się, że można zrobić zdjęcie, podpiąć do telewizora i pokazać je tam niemal od razu. Pożyczyłem też tacie kilka razy aparat na jakieś wyjazdy (bo cyfrowy i zdjęcia nie kosztują!). Jakoś niby niechętnie się przyjął. Któregoś dnia, za to w głowie mi pętał się pewien zamach - otóż sprzedać małe cudo, które już mnie ograniczało i kupić dużą hybrydę z opcjami. No i jak postanowiłem tak zrobiłem, dokładając bardzo ciężko upracowane pieniążki po godzinach i zaraz po studniówce miałem niesamowity jak na te czasy aparat! Ojciec za to bardzo to skrytykował, choć ceny nie znał (nie mógł przetrwać tamtej co dopiero tej!) - bo tamten był malutki, fajny i robił takie śliczne zdjęcia. No cóz... niedługo potem kupiłem tacie następny model tej cyfrówki i ma go do dziś, a jest z niego ogromnie zadowolony. Zenit za to biedny stracił wszelkie swoje argumenty.
Ja za to nie mogę tacie wybaczyć jednego... Jak byłem mały niedługo po kupnie tego zenita razem chodziliśmy sobie po targowisku, gdzie przyjaciele zza wschodniej granicy sprzedawali wiele ciekawych rzeczy. Któregoś dnia ojciec oglądał obiektyw, rybie oko... Wahał się, ale uznał - że po co mu to potrzebne? i nie kupił... cena := 150 tysięcy złotych czyli na dzisiaj 15zł, wtedy chleb kosztował 15 tysięcy złotych. A zobaczcie ile dzisiaj chodzą pelengi!

Wracając do Ziomali i Łysych. Oni owszem dostają coś w spadku po kimś, nie potrafią tego wykorzystać. Lepiej że pójdzie to w świat, bo choćby ktoś darzył dany przedmiot wielkim sercem to jednak to tylko przedmiot i dla innych będzie tylko przedmiotem. Ktoś może jednak będzie go naprawdę darzył sympatią.
Dobry kawałek czasu temu rodzice kupowali mi pierwszego peceta. Bez karty dźwiękowej. Z małym dyskiem, ale to było wtedy coś. Wolę nie myśleć jaka to była inwestycja wtedy - pieniążki z mojej komunii odłożone na lokacie, z brata komunii i jeszcze spory dodatek od rodziców, a i dalej rat na rok. Ale wtedy to był sprzęt, no i miał kolorowy monitor! Wtedy takim marzeniem mogła być np karta dźwiękowa - sprzęt absolutnie drogi i w ogóle. Udało mi się jakoś uzbierać na ten cel, trochę przypadkiem w głównej mierze bo zlamałem rękę i dostałem spore odszkodowanie, do tego oszczędności moje i rodzenstwa i dało się jakoś dozbierać. No i to było coś wtedy! Chociaż i tak nie kupiliśmy karty, która była absolutnie najlepszą - a taką uznawałem gravisa ultrasound max. Kiedyś później w wyniku kolejnych oszczędności zmieniłem nawet na tą! No i tę kartę mam do dziś, chociaż już dawno poszła na emeryturę. Została za to w szufladzie u rodziców w domu. Brat, który jest kilkanaście lat młodszy w ogóle nie rozumie po co mi to. Dla niego to kawałek elektroniki, do tego nie do użytku (slot ISA). Ja do tych kart dokładalem kostki pamięci, zbierałem w pocie czoła na nie, a on by to po prostu teraz wyrzucił. Widać moje wspomnienia pierwszego usłyszanego dźwięku po zwykłym sound blasterze to sentyment. Choć pewnie da się znaleźć lepszą cechę tej karty od współczesnych, to jednak to już jest po prostu elektroniczny złom. Mi szkoda, ale już nikt tej karty nie użyje. Tak samo tych analogowych aparatów raczej nikt nie wykorzysta u Łysego. Bardzo dobrze że trafiają one powtórnie do obiegu. Pasjonaci mogą znów nimi robić zdjęcia.
Z wspomnieniami nie ma więc co przesadzać. To tylko aparat, to tylko obiektyw. Stary samochód też traci na cenie mocno, ale i nowy po roku leci z ceną okrutnie, choć jest w stanie niemalże świetnym. Komputery podobnie - to tylko narzędzie. Jeśli rodzina się nie interesuje i wnusie nie mają takich zainteresowań to może warto poszukać kogoś kto je ma i autentycznie ucieszy się z takiego spadku?
A co do wnusiów - może trzeba zaszczpić w nich pewną fotograficzną wrażliwość? Pokazać im że te stare aparaty potrafią dać świetne rezultaty i jakość? Tylko nie na siłę.. Początki lepiej mieć proste, np kompaktem cyfrowym. Jeśli uda się w nich rozwinąć taką pasję to będą potrafili docenić właśnie taki sprzęt. Najpierw muszą jednak potrafić go wykorzystać, znać jego cechy, efekty i wszystko. Dziadek Ziomala tego z pewnością nie zrobił i dlatego jego wnusio nie widzia aparatu, ani możliwości tylko jakieś stare i nieekonomiczne badziewstwo, które daje gorsze efekty. Mogą wyrzucić, mogą zniszczyć, mogą sprzedać za grosze choćby dla komentarza.

No nic, epopeja wyszła wielka, ale mam nadzieję, że rozbudzi zapomnianą dyskusję.

Panie Tomaszu, zaproponuję temat, który będzie się tyczył FED-ów. Chociaż wiem wiele o dzisiejszych brzydkich czarnych aparatach, nawet tych z napisami typu Zeiss, choć Germanii to one na oczy nie widziały. Jednak o srebrnych cudach z dawnych lat nie wiem za wiele. Z fedowego planu mam już trzy obiektywy które uznałem za warte 35/2.8, 52/2 i 135/2 - wszystko jupitery, które są wiernymi odbiciami tego co do leiki. Myślę o 85/2 i 50/1.5 - czy one są warte swoich cen? Co jeszcze warto? O historii fedowej wiem trochę, ale ciekawostek nigdy za wiele :)
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 02:10   

Łojejkujejku!!

Do opisów elektroniki będę musiał zatrudnić tłumacza. Efekt Scheimpfluga ?? Nie wiem co to takiego.

"Dlaczego czarne są teraz profesjonalne?" Odpowiedź gdzieś w fotomankowych tekstach, ale bynajmniej nie z powodów o których piszesz. Hm...

"Z fedowego planu mam już trzy obiektywy które uznałem za warte 35/2.8, 52/2 i 135/2 - wszystko jupitery, które są wiernymi odbiciami tego co do leiki."

Kontra! (to takie hasło z brydża) Tu mi nie pasuje - "135/2" i tu - "do leiki".

A w ogóle, witam na pokładzie Panie Dominiku. A teraz idę grzecznie spać, bo na zegarze 02,10 - a ja po imprezie, hi, hi.

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 09:45   

Oczywiście jupiter miał być przez 4 :)
Oczywiście chodziło mi też o to: http://pl.wikipedia.org/w...2a_Scheimpfluga - przyznasz że w małym obrazu o ile możliwe z nielicznymi obiektywami to trudne :)
Przepraszam za pomyłki. To drugie zmiksowałem trochę z "Efektem Schwarzschilda". Trochę miesza mi się to bo po nazwisku raczej napewno wiadomo o co chodzi, chociaż rzecz jasna precyzyjnie powinno być tak właśnie :)
 
 
     
Aliena 
anielska cierpliwość


Wiek: 41
Dołączyła: 21 Maj 2007
Posty: 1948
Skąd: W-wo
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 10:59   

A ja jeszcze nigdy nie słyszałam o regule Scheimpfluga i o efekcie Schwarzschilda.
Witam serdecznie nowego Forumowicza :)

dominik napisał/a:
A co do wnusiów - może trzeba zaszczpić w nich pewną fotograficzną wrażliwość? Pokazać im że te stare aparaty potrafią dać świetne rezultaty i jakość? Tylko nie na siłę.. Początki lepiej mieć proste, np kompaktem cyfrowym. Jeśli uda się w nich rozwinąć taką pasję to będą potrafili docenić właśnie taki sprzęt.

No właśnie. Ktoś, kto został zarażony fotograficzną pasją, z pewnością potrafi docenić wartość starych aparatów, nie wyrzuci ich i nie sprzeda na Allegro. Gdybym miała jakiś stary aparat, odziedziczony po przodkach, to byłaby dla mnie cenna pamiątka. Niestety w mojej rodzinie do tej pory nikt nie pasjonował się fotografią, więc żaden stary aparat się nie zachował, ale ja kolekcjonuję wszystkie moje stare cyfrówki :) W swojej kolekcji mam aparat HP 120, w którym pojawiły się małe błędy w oprogramowaniu. Mam też aparat HP M307 z uszkodzonym wyświetlaczem. I mój ukochany Nikon L4, którym jeszcze czasami robię zdjęcia. No i oczywiście Sony H3. Czarny, bo tak bardzo nie rzuca się w oczy ;) Wiem, że jestem nienormalna, ale nawet uszkodzone cyfrówki mają dla mnie wartość sentymentalną. Nie wiem czy kiedyś będę miała wnuki, ale również się obawiam, że te wszystkie aparaty wylądują na śmietniku :)
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 11:29   

dominik napisał/a:
Oczywiście chodziło mi też o to: http://pl.wikipedia.org/w...2a_Scheimpfluga - przyznasz że w małym obrazu o ile możliwe z nielicznymi obiektywami to trudne

Tak, - tą regułę znam, choć prawdę powiedziawszy nie zapamiętałem nazwiska jej twórcy.
Przyczyna prosta.
Nigdy nie fotografowałem do katalogów by była mi potrzebna a - aparaty wielkoformatowe z pokłonami widywałem jedynie na obrazkach.
Poza tym, gdybym nawet miał mały majątek, który umożliwił by mi zakup odpowiedniego obiektywu do małego obrazka, to i tak nie widział bym potrzeby aby go kupić.
Stosowanie reguły trzech płaszczyzn w małym obrazku - faktycznie pewnie kłopotliwe.

No i najważniejsze - aparaty wielkoformatowe do których reguła odnosi się przede wszystkim, - pięknymi przedmiotami nie są! (choć oczywiście od gustów wszystko zależy)

dominik napisał/a:
"Efektem Schwarzschilda".
- też nie ma specjalnie co się podniecać, bo niezmiernie rzadko zachodzą przypadki gdy warto go znać.

Natomiast nowomodno-cyfrowy balans bieli czycha na cyfrowców praktycznie przy każdym zdjęciu.
Obiektywy, które wymianiłeś to oczywiście konstrukcje Zeissa a do FED-a produkowano już wcześniej dwa obiektywy wymienne 28 i 100 mm.

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 11:40   

Aliena napisał/a:
A ja jeszcze nigdy nie słyszałam o regule Scheimpfluga i o efekcie Schwarzschilda.
Witam serdecznie nowego Forumowicza :)


No bo to właśnie wynika z pewnego uproszczenia kilku spraw, które na dobrą sprawę w fotografii dają niespotykane możliwości jeśli tylko potrafi się to właściwie wykorzystać. Płaska matryca daje pewną wygodę, ale też i ogranicza. Mały obrazek daje niezłą cenę, ale bardzo daleko mu do ideału, właściwie jest więc kompromisem.
No i przede wszystkim fotografia nie kończy się na samej matrycy i płaskich powierzchniach. Jest tu tyle ciekawostek związanych z światłem, że naprawdę warto eksperymentować.
Kiedyś na wernisażu widziałem zdjęcie które przedstawiało ciekawy geometrycznie wzór, prosty właściwie do zrobienia na komputerze. Jednakże zdjęcie pochodziło z początku lat sześćdziesiątych, a wtedy to nie było takie proste :) Gdy tak w zamyśleniu oglądałem ktoś z boku powiedział "żaróweczka na sznurku" :) No tak... tak to można było - sam osobiście skłaniałem się do teorii o ruszaniu raczej aparatem, ale tak rzeczywiście prościej. pozostała tylko zagadka jeszcze jak uzyskać tę precyzję.



Aliena napisał/a:

Czarny, bo tak bardzo nie rzuca się w oczy ;) Wiem, że jestem nienormalna, ale nawet uszkodzone cyfrówki mają dla mnie wartość sentymentalną. Nie wiem czy kiedyś będę miała wnuki, ale również się obawiam, że te wszystkie aparaty wylądują na śmietniku :)


Ja cyfrowych nie zbieram, mam ich z pięć, ale nie są kolekcją, to tylko aparaty i podlegają redukcji co jakiś czas. Wiem, że za chwilkę nie będą niestety wiele warte, a w każdej chwili będzie można sobie dokupić dowolny aparat z kolekcji.
Ot umarł król - niech żyje król. Zbierać zdecydowanie warto szkła za to.
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 13:17   

Aliena napisał/a:
Nie wiem czy kiedyś będę miała wnuki, ale również się obawiam, że te wszystkie aparaty wylądują na śmietniku

Oj - kaleczka z fotomanka! Choć tak naprawdę, to wcale nie sądzę, że mój zbiór manualnych, mechanicznych i metalowych lustrzanek zostanie kiedyś wyrzucony na śmietnik.
Myślę przechować je na tyle długo, że z "przestarzałego" sprzętu, zamienią się w zabytkowe.
Czytaj - poszukiwane, rzadkie i drogie!

Uczciwie przyznam, że fotografia cyfrowa mnie drażni, nie lubię jej i ponadto jej ogólnoświatową ekspansję uważam za szkodliwą!

Przyczyny proste. Jestem przekonany, że rewolucję wywołali producenci kierując się jedynie chęcią zysku.
W myśl zasady - szybko, łatwo, przyjemnie i bezboleśnie.

Nadarzyła się okazja by klienci zastąpili "stary" sprzęt "nowym" - więc wykorzystano ją w 100-tu procentach!
Przy okazji położono lachę (to takie powiedzonko z czasów mej młodości!) na "starych" fotoamatorów (takich jak ja) - licząc wyłącznie na komputerowych "młodych".
Oczywiście opłacało się rewolucjonistom - ale też nikt nie lubi być lekceważonym!

Po drugie, fotografii analogowej mi żal! Żal, bo zarzucono ją w szczycie rozwoju!
Przykład.
Testowałem niedawno światłomierz nowo nabytej Koniki A (piękny dinozaur, wielki i ciężki!)
W tym celu naświetlałem tą samą scenę dokładnie według wskazań światłomierza, poczym fotografowałem ją raz jeszcze prześwietlając i niedoświetlając film negatywowy o jedną i dwie wartości w obu kierunkach - czyli na niedoświetlenie i na prześwietlenie.
Test okazał się niecelowy, jako że odporność materiału negatywowego na prześwietlenia i niedoświetlenia okazała się tak duża, że po rezultatach nie można było poznać które nastawy były prawidłowe a które błędne!

Spróbujcie zrobić to samo z matrycą!

Myślę, że podobni do mnie tradycjonaliści ciągle czekają. Dokładnie tak jak ja.

Dumają pewnie tak.
No pewnie kiedyś kupię "wasz" cyfrowy badziew - ALE!
Poproszę o lepszy celownik, tak bym nie żałował tych w profesjonalnych analogach.
Poproszę o większą rozdzielczość by nie szkoda mi było Provii i Velvii.
Poproszę o większy format i odpowiednie do niego obiektywy, tak bym mógł swobodniej dysponować głębokością strefy ostrości - conajmniej taką jak w małym obrazku.
Poproszę o większą paletę odcieni barw - conajmniej równych Velvii.

Poproszę wreszcie o rozsądną cenę!

Widać czarno na białym, że te 5 X poproszę, to tęsknota za szczytowym okresem rozwoju fotografii tradycyjnej - i jej osiągnięciami oczywiście!

Spełną prośby ?? Pewnie jeszcze długo nie! Ciekawym jak długo?

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 15:51   

Tomasz Holka napisał/a:

Tak, - tą regułę znam, choć prawdę powiedziawszy nie zapamiętałem nazwiska jej twórcy.
Przyczyna prosta.
Nigdy nie fotografowałem do katalogów by była mi potrzebna a - aparaty wielkoformatowe z pokłonami widywałem jedynie na obrazkach.
Poza tym, gdybym nawet miał mały majątek, który umożliwił by mi zakup odpowiedniego obiektywu do małego obrazka, to i tak nie widział bym potrzeby aby go kupić.
Stosowanie reguły trzech płaszczyzn w małym obrazku - faktycznie pewnie kłopotliwe.


Ale do tego nie trzeba też znów małego majątku :) Taki obiektyw można zrobić sobie praktycznie z wszystkiego i bardzo małym nakładem środków :) Popatrz np na to:



Wygląda fajnie no nie? No i to będzie wbrew pozorom główna część takiego mechanizmu:



Więcej do poczytania i pooglądania tu. Efekty mogą być naprawdę ciekawe. Ceny chyba znasz - taki obiektyw dzisiaj jest za naprawdę skromne pieniążki.
Kiedyś każdy musiał skonstruować swój aparat, do niego masę dodatków, czemu więc dzisiaj wszyscy bazują tylko na tym co można kupić? no i to jest właśnie błąd, bo małym nakładem można znacznie wzbogacić swoje możliwości.


Tomasz Holka napisał/a:

No i najważniejsze - aparaty wielkoformatowe do których reguła odnosi się przede wszystkim, - pięknymi przedmiotami nie są! (choć oczywiście od gustów wszystko zależy)


O nie, te aparaty mogą być prawdziwymi arcydziełami sztuki! :)

To jest shen hao, który można kupić w fotosklepiku. Zdecydowanie jest ślicznym i bardzo gustownym choć nietanim aparatem. Efekty też potrafi dawać bardzo ładne bez wątpienia, chociaż pewnej wprawy wymaga :)

Tomasz Holka napisał/a:

dominik napisał/a:
"Efektem Schwarzschilda".
- też nie ma specjalnie co się podniecać, bo niezmiernie rzadko zachodzą przypadki gdy warto go znać.


No i to też wynika z tego uproszczenia.
W zakresie popularnych czasów, tak powiedzmy 1/10 000 do 30s efekt ten można pominąć napewno. Ale czy tylko takie czasy są dostępne? To właśnie jakiś popularny zakres. Kto dzisiaj jednak naświetla niebo całą noc by widzieć wędrówkę gwiazd? Albo nawet pół roku by widzieć wędrówkę słońca? jak widać zapomniany efekt nie bierze się z doskonałości technicznej, ale z braku wykorzystywania tychże możliwości przez większość.
O ile krótkie czasy jeszcze są bez większego znaczenia, o tyle przy dłuższych można uchwycić ciekawe efekty i warto próbować. Polecam tu np projekt solaris. Efekty są bardzo ciekawe.


Tomasz Holka napisał/a:

Natomiast nowomodno-cyfrowy balans bieli czycha na cyfrowców praktycznie przy każdym zdjęciu.


Zgadza się, ale o ile tylko robić zdjęcia w postaci plików RAW to jest lepiej od kliszy, gdzie balans jest niejako zaszyty w sam materiał, a jego ustalanie to conajwyżej podczas procesu wywoływania.
JPG to jak odbitka, z nimi nie można wiele zrobić, a jeśli to bardzo stratnie. Jeśli nie ma więc czegokolwiek innego to trzeba polegać niestety tylko na tym co aparat dobiera lub samemu pamiętać jeszcze o tym by coś ustawić, bo "auto" to jest takie sobie.

Tomasz Holka napisał/a:

Obiektywy, które wymianiłeś to oczywiście konstrukcje Zeissa a do FED-a produkowano już wcześniej dwa obiektywy wymienne 28 i 100 mm.


Chodzi Ci pewnie o Oriona-15. Zastanawiałem się nad nim, ale nie jestem przekonany do końca. O ile 35/2.8 zdecydowanie tak, o tyle 28 choć szerszy jakoś nie budził u mnie wielkich sensacji, może za pomocą tego światła. A jak tam jego jakość obrazowania? wiem tylko tyle że nie jest retrofokalny i że ma tylko f/6.
BTW: co jest najszerszego do feda poza tym orionem?
A ta setka?
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 16:42   

dominik napisał/a:
Taki obiektyw można zrobić sobie

Widzisz, prawie całe - a przynajmniej większość swego fotograficznego życia, przeżyłem w czasach, kiedy w zasadzie wszystko trzeba było sobie zrobić!

Jak długo można?

dominik napisał/a:
Efekty mogą być naprawdę ciekawe.

Jakoś tak nigdy nie starałem się uzyskiwać nadzwyczajnych efektów za pomocą fotografowania.
Na łamach (że tak powiem) forum - zawsze przestrzegałem przed efekciarstwem!

Uważam, że najbardziej efektowne zdjęcie - to zdjęcie najprostrze pod słońcem, ale tak sfotografowane, że zapiera dech.
Popatrz tu



To zdjęcie Darasia.
Gdyby tak opuścić nieco obiektyw (na prezentowanym formacie wystarczył by centymetr) i upolować na pierwszym wzniesieniu szlaku (lewy dół kadru) samotną sylwetkę turysty - była by REWELACJA !!

Dużo brakowało? Pewnie tyko kamiennego spokoju snajpera.

dominik napisał/a:
Chodzi Ci pewnie o Oriona-15

Nie! Wszystkie Jupitery, to wielosoczewkowe tryplety. Orion to pewnie własna konstrukcja rosyjska (choć do końca tego nie wiem) - późniejsza niż Jupitery (czyli kopie Zeissa, za wyjątkiem Jupitera 12, który różnił się od oryginału tylną soczewką)
Do FED-a natomiast już przed wojną produkowano obiektyw 28 i 100 mm. Nosiły nazwę FED.

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 17:53   

Tomasz Holka napisał/a:
Choć tak naprawdę, to wcale nie sądzę, że mój zbiór manualnych, mechanicznych i metalowych lustrzanek zostanie kiedyś wyrzucony na śmietnik.
Myślę przechować je na tyle długo, że z "przestarzałego" sprzętu, zamienią się w zabytkowe.
Czytaj - poszukiwane, rzadkie i drogie!


Kwestia tylko tego czy się dożyje takich czasów jeszcze, bo to też niekoniecznie będzie łatwe. Trudno najczęściej przewidzieć co kolekcja może być warta kiedyś. Może to pójdzie nie w tą stronę i aparaty zostaną ślicznymi, ale zupełnie nieprzydatnymi.

Tomasz Holka napisał/a:
Uczciwie przyznam, że fotografia cyfrowa mnie drażni, nie lubię jej i ponadto jej ogólnoświatową ekspansję uważam za szkodliwą!


Myślę, że bardzo przesadzasz w takim sądzie. Cyfrowość wprowadziła aparaty pod strzechy, popularyzując wiele artefaktów fotograficznych tak, że ich ceny są bardzo ciekawe. Jakość w pewien sposób poszła w dół, ale ceny również.
Przypomniasz sobie chromowane cacuszka na wystawie dawno temu? Ile to kosztowało.. Dzisiaj ceny chromowanych cacuszek zostały równie wysokie i kto chce niech sobie sprawdzi sklepy i przeróżne zeissy i leiki. Natomiast pojawiły się tanie, masowo produkowane, plastikowe w znacznej części obiektywy które może kupić każdy i ile tylko chce!


Tomasz Holka napisał/a:
Przyczyny proste. Jestem przekonany, że rewolucję wywołali producenci kierując się jedynie chęcią zysku.
W myśl zasady - szybko, łatwo, przyjemnie i bezboleśnie.


Nic się nie robi za darmo. Świat byłby zbyt cudowny gdyby tak mogło być. Jednakże do tej rewolucji przede wszystkim trzeba było mieć pewne podstawy i te cyfrowość daje. Słowo ekranik kiedyś było po prostu fetyszem i wywoływalo to niespotykane reakcje u ludzi. Dzisiaj już takie "wow" przeminęło, ale o analogowcach ludzie zapomnieli po prostu. Ciężko już kogokolwiek zobaczyć na ulicy z kliszakiem, nawet pośród turystów conajwyżej Ci co zapomnieli aparatu i kupili jednorazówki.
Kiedyś kolega zrobił w Wietnamie zdaje się takie zdjęcie. Pokazuje ono właśnie te dwa pokolenia, które na siebie nachodzą no i dwie fotografie - analogową i cyfrową. Kiedyś owszem fotografowie widocznie mieli zajęcie w tym miejscu, dzisiaj każdy ma cyfrówkę i sobie radzi bez problemu sam. Do tego nie musi czekać nie musi płacić.


Tomasz Holka napisał/a:
Nadarzyła się okazja by klienci zastąpili "stary" sprzęt "nowym" - więc wykorzystano ją w 100-tu procentach!
Przy okazji położono lachę (to takie powiedzonko z czasów mej młodości!) na "starych" fotoamatorów (takich jak ja) - licząc wyłącznie na komputerowych "młodych".
Oczywiście opłacało się rewolucjonistom - ale też nikt nie lubi być lekceważonym!


Ot taki postęp. Gdybyś jeszcze 10 lat temu założył, że każdy ma komputer w domu to ta rewolucja by się rodziła w ogromnych bólach. Dzisiaj jednak było to możliwe, bo komputer nie jest już luksusowym przedmiotem dla wybranych, a jako taki można za kilkaset złotych sobie złożyć czy kupić tam używany.
Oczywiście razem z nowym ruszyła machina książek, poradniczków i wszystkiego. Kto tylko chce bardzo łatwo to opanuje i nie będzie dla niego to wielkim wyzwaniem. Przypominasz sobie Tomaszu tamte lata, gdy wertowałeś każdy magazyn i czytałeś każdy artykuł i książkę o fotografii? Któregoś dnia to widocznie wygasło, a nowości w pewien sposób się spiętrzyły. Moim zdaniem to sam położyłeś lachę na temat w sporym stopniu :)


Tomasz Holka napisał/a:
Po drugie, fotografii analogowej mi żal! Żal, bo zarzucono ją w szczycie rozwoju!


Chyba nie... Już od kilkudziesiąciu lat coraz to kolejne elementy aparatów idą w stronę elektroniki. Początkowo pojawiały się małe styki, później coraz to więcej i więcej. Do tego liczniki, światłomierze selenowe zastąpione przez CdS, ładowanie silników, dalej jeszcze w ogóle sam AF, który prądu potrzebuje rzecz jasna. Potem pojawiła się jeszcze stabilizacja (w szkłach) i to mocno przeciągnęło ludzi na stronę canona, zwłaszcza profesjonalistów. Faszerowania elektroniki było coraz to więcej i więcej, aż w końcu po prostu wypadł film. Dzięki temu uwolniono się od klasycznych kształtów i wymiarów narzucanych przez rolki filmowe. Również sposób kadrowania "na zoombie" wyeliminował wręcz wizjery, które zrobiły się małe i niedoskonałe.
Ale załóżmy, że koszt produkji matryc jest tak ogromny, że to nie mogło być możliwe w jakikolwiek sposób i wyniki nie są dobre. Co więc uważasz że dalej powinno stać się w aparatach analogowych? Kodak wprawdzie ogłosił nowy i jeszcze lepszy typ emulsji, ale tutaj już powoli są ograniczenia których nie przesoczy się jakkolwiek. W wizjerach powiedziano już chyba wszystko. W migawkach... no czasy rzędu 1/10 000s to i tak o wiele za krótko w 99% przypadków. Więc co jeszcze można by zmienić? Chyba by aparaty zmieniły tylko ergomię.. Dokładniej dostałyby śliczne wyświetlacze z pokazywanymi wskaźnikami zdjęć, cośtam by przesunięto do menu. Chyba tak by się to toczyło.
oczywiście najlepsze modele może by walczyły jakoś na AF lub konkretne bajery jak np eye-control. Ale co realnie przydatnego?

Tomasz Holka napisał/a:
Przykład.
Testowałem niedawno światłomierz nowo nabytej Koniki A (piękny dinozaur, wielki i ciężki!)
W tym celu naświetlałem tą samą scenę dokładnie według wskazań światłomierza, poczym fotografowałem ją raz jeszcze prześwietlając i niedoświetlając film negatywowy o jedną i dwie wartości w obu kierunkach - czyli na niedoświetlenie i na prześwietlenie.
Test okazał się niecelowy, jako że odporność materiału negatywowego na prześwietlenia i niedoświetlenia okazała się tak duża, że po rezultatach nie można było poznać które nastawy były prawidłowe a które błędne!

Spróbujcie zrobić to samo z matrycą!


Tomaszu.. bardzo nie doceniasz cyfrowości dzisiejszej :) Przykro mi Cię gryźć tu, ale matryce już dawno przegoniły film zarówno pod względem ilości rejestrowanych detali jak i zakresu dynamiki i tonalności. Szybkość postępu tutaj jest naprawdę niesamowita i coraz to kolejne modele naprawdę zwiększają swoje specyfikacje do granic fizyki!
Wracając do dynamiki i prośby o Twój przykład to proszę:



Masz tu zdjęcie które zostało pchane o aż cztery działki w każdą stronę. Różnice są dość subtelne jeśli pytasz o to jak wygląda to :) Właściwie pokażę Ci jeszcze inny przykład z życia wzięty - oto zdjęcie:



...a powstało tak - na aparacie była założona lampa, no i wszystko ustalone manualnie do konkretnych warunków. Żona tego pana wzięła aparat i zrobiła zdjęcie nic nie przestawiając. Efekt był taki jak po lewej. Jednakże z plików RAW można wyciągnąć wiele - no i tu masz przykład wywołania na -4EV. Gdyby to był plik JPG to efekt byłby mizerny, jednak w RAW siedzi największa dynamika i waha się ona w zakresie około 8-9EV dla większości porządnych aparatów. Te najlepsze mają po 12EV.

Dla porównania tak to się odbywa dla filmu. Nietrudno zauważyć, że prześwietlenia dają bardzo wiele informacji, gdy niedoświetlenia zawierają tylko szum. W cyfrowych jest na odwrót tak naprawdę - z przepaleń niewiele można wyciągnąć, ale z cieni na odwrót. Stara zasada mówiła naświetlaj na cienie, wywołuj na światła, no właśnie w jednym wypadku jest tak, w drugim na odwrót.
Cyfrowość pozwoliła za to na pewne techniki, które pozwalają na zwiększanie dynamiki - czyli na HDR. Na analogach takie coś byłoby trudne, tu jest właściwie bardzo proste i często daje rezultaty, które są świetne. Oczywiście do sportu w 99% przypadków się nie nada, ale krajobraz z dużą rozpiętością to jak najbardziej.


Tomasz Holka napisał/a:
Myślę, że podobni do mnie tradycjonaliści ciągle czekają. Dokładnie tak jak ja.

Dumają pewnie tak.
No pewnie kiedyś kupię "wasz" cyfrowy badziew - ALE!
Poproszę o lepszy celownik, tak bym nie żałował tych w profesjonalnych analogach.


Oj nie ma co narzekać znów tak bardzo. Lepsze celowniki są, choć ciągle drogie, to jednak istnieją jak najbardziej. Pamiętasz jak wspominałeś, że nie mogłeś sobie pozwolić na japońskie aparaty kiedyś? Dzisiaj kosztuja mało, bo nowymi to one nie są. Ot takie prawa rynku. Za dobry wizjer pewnie nawet o wiele mniej trzeba dzisiaj zapłacic niż kiedyśtam kiedyś.
Ale do rzeczy - z naprawdę świetnych aparatów pod tym względem będzie np sony A900 - pokrycie kadru 100%, powiększenie 0.74x, do tego specjalny kompensor światła, który daje świetny, jasny i ogromny obraz. To aktualnie najlepszy i przy okazji najtańszy wizjer tego typu z wszystkich. Kolejny do znalezienia jest w nikonie D3 - choć ma niewiele gorsze parametry to jednak dorównuje wizjerom z dawnych lat. Jeszcze kolejnym będą canonowe jedynki, ale to koszta ogromne. Jeśli zgodzisz się natomiast na deko mniejsze pokrycie kadru to masz jeszcze do wyboru stareńkiego canona 5D, nowego 5D II i nikona D700. Zauważ że wszystkie te aparaty to pełnoklatkowe lustrzanki, a te dopiero teraz będą szturmem zdobywać rynek. Trzeba by było jeszcze wymienić kodaka dslr/n albo dslr/c pro, ale on ma inne swoje wady.
Wracając do tematu - cyfrowość i wizjer to dwie odrębne sprawy. Za czasów analogowych też były sprzedawane tanie plastikowe eosy z pryzmatem z luster, zamiast szklanego. Małe koszta produkcji od zawsze przekładały się na popularność i tam tak jest.


Tomasz Holka napisał/a:
Poproszę o większą rozdzielczość by nie szkoda mi było Provii i Velvii.


No i znów Ci to storpeduję. Jaką masz rozdzielczość tych materiałów? Czy kiedyś próbowałeś to mierzyć?
Była kiedyś w sieci bardzo obszerna analiza tychże.. i także wielu innych i wyniki były dość ciekawe. Rozdzielczość dla najlepszego kolorowego materiału wynosiła ekwiwalentowi około 12Mpix, w przypadku b&w było to około 17Mpix. Wszystko z jakimś małym błędem rzecz jasna, ale to byly mniej więcej granice tej analizy. Wiele materiałów za to osiągało znacznie gorsze noty, najtańsze miały po 2-3Mpix, te lepsze 6-8Mpix. Oczywiście dla b&w były to odpowiednio lepsze wartości. Jak znajdę do tego linka to z chęcią podam.
Kwestia czułości jeszcze zostaje. Kiedyś tak jak pisałeś były iso25, iso50, iso100 no i to ludziom wystarczało. Teraz jak się przyjrzysz to wielkie narzekania, że iso3200 szumi trochę za bardzo w stosunku do jakiegoś topowego modelu. W nowych pełnoklatkowych lustrzankach po 12Mpix (czyli nikonach) czułości dochodzą do iso 25600! W pewnych przypadkach są używalne. No i jak to się ma do filmu?
W bardziej upakowanych matrycach czułości do iso 800 zapewniają naprawdę świetną jakość. Powżej do iso 3200 zupełnie rozsądnie można używać, jeszcze wyżej tylko w ostateczności, ale też jest to jakaś konkretna opcja.


Tomasz Holka napisał/a:
Poproszę o większy format i odpowiednie do niego obiektywy, tak bym mógł swobodniej dysponować głębokością strefy ostrości - conajmniej taką jak w małym obrazku.


Średni format ciągle ma zbyt mało konkurenji i siebie i zbyt mały rynek, który mocno go limituje. Dlatego te aparaty, chociaż świetne, z lepszą jakością i świetną GO, to jednak ciągle nikt się nie goni tak po plecach. No i niestety rynek nie wymógł tu takiego rozwoju ogromnego. Paradoksalnie jednak to co w małym obrazku finansuje ten większy, więc kiedyś to nastąpi.
Obiektywy cyfrowo nie gryzą :) Tak że tu zmian niekoniecznie trzeba.


Tomasz Holka napisał/a:
Poproszę o większą paletę odcieni barw - conajmniej równych Velvii.


To też jest do zrobienia. Cyfrowe dają możliwość narzucenia odpowiedniej krzywej na wywoływane zdjęcia. Pewnie nigdy nie miałeś z tym styczności, ale to po prostu działa. Przykładowo u mnie w moim programie do obslugi RAW mam możliwość wywołania zdjęcia w stylu konkretnego negatywu. Mogę wybrać firmę, dokładny typ, czułości, a nawet papier na jakim to zdjęcie wyląduje. Działa to świetnie i zdjęcia rzeczywiście są podobne.
Standardowo jednak odpowiedź jest trochę inna, zwłaszcza na granicy cieni. Można to jednak upodobnić spokojnie.


Tomasz Holka napisał/a:
Poproszę wreszcie o rozsądną cenę!


A jaka jest rozsądna cena? Dopiero przecież mówiłeś, że kiedyś kiedyś tanio też nie było. Porównując używane z nowym można mieć tylko błędne wnioski.
Najtaniej będzie canon 5D - leciwy już, ale da Ci dość podobne efekty jak w Twoim pentaksie, chociaż to model tworzony z myślą o kompromisie pomiędzy ceną i możliwościami. Potem dokładając trochę masz trójkę sony A900, nikon D700 i canon 5D II. Z tych najlepiej pasuje do Twojego opisu A900 bo ma najepszy wizjer, a dodatkowo szereg innych ciekawych cech. Wszystkie jednak maja swoje mocne plusy. Jakie ceny? to są nowości, canona to nawet jeszcze nie ma na półkach, ale wojna się tu zacznie na pełna klatkę i ceny polecą. Rok temu kupowałem jedną lustrzankę która była za 5499zł, dzisiaj nowa za 2499zł i jeszcze cośtam dołożą. Ile więc trzeba tym aparatom do tego by cena mocno spadła? Pisałeś gdzieśtam, że pentaks był bardzo płodny bo wypuszczał od 1957 do 1960 średnio jeden model na rok! A teraz? producenci wypuszczają średnio po 3-4 modele na rok i jest to normą. Dlatego ceny będą szybować szybciutko w dół. Ja jestem spokojny. Kusi mnie A900, ale go nie kupię teraz napewno - spokojnie sobie poczekam rok lub dwa. Mam czas, mam aparat, mam analogowe jeszcze body i mnie nie gryzie, więc w razie czego to co głównie tracę, czyli 1EV w GO mogę tam z mniejszą wygodą dostać.


Tomasz Holka napisał/a:
Widać czarno na białym, że te 5 X poproszę, to tęsknota za szczytowym okresem rozwoju fotografii tradycyjnej - i jej osiągnięciami oczywiście!

Spełną prośby ?? Pewnie jeszcze długo nie! Ciekawym jak długo?


Myślę, że wszystko jest już spełnione, ale podchodzisz do tego zbyt pesymistycznie :) Zostaje może tylko cena, a ta bardzo szybko teraz winduje. Nie mogłem się doczekać aż ktoś wprowadzi pełną klatkę.. był taki zastój, że szok. Całkiem niezłe lustrzanki cyfrowe pojawiały się po osiem stów, a z pełnoklatkowych były tylko potwornie drogie i przestarzałe canony. W pewnym momencie nikon pokazał D3, ale zbyt drogiego by coś zmienił, chociaż na 5D nagle zaczęto narzekać widząc jego wady. Dopiero pojawianie się D700, A900 i 5D II rozpoczęło wojnę, po świętach ceny będą tylko lecieć w dół, zacznie się już tylko walka na bajerki, które nie są tak potrzebne jak sam niedostępny do tej pory wymiar matrycy. Mogę postawić dolary naprzeciw orzechom, że za pięć lat cała ta trójka będzie w żałośnie niskiej cenie, nawet za dwa lata już to będzie znacznie mniej.
Dlatego warto kupować dobre obiektywy w systemie - to nie traci tak na wartości, no chyba, że system umiera, to zaczynają się dziać dziwne cenowo rzeczy.
 
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 18:21   

Tomasz Holka napisał/a:
dominik napisał/a:
Taki obiektyw można zrobić sobie

Widzisz, prawie całe - a przynajmniej większość swego fotograficznego życia, przeżyłem w czasach, kiedy w zasadzie wszystko trzeba było sobie zrobić!

Jak długo można?


Mimo wszystko uważam, że często warto coś spróbować samemu :) Daje to sporą satysfakcję. Potem gdy ktoś zauważy ciekawe zdjęcie tak zrobione i spyta jak to można mu powiedzieć, że gdyby nie przetykaczka do kibelka, to by to ujęcie nie powstało z całą pewnością ;)


Tomasz Holka napisał/a:
dominik napisał/a:
Efekty mogą być naprawdę ciekawe.

Jakoś tak nigdy nie starałem się uzyskiwać nadzwyczajnych efektów za pomocą fotografowania.
Na łamach (że tak powiem) forum - zawsze przestrzegałem przed efekciarstwem!


Efekciarstwo, a pewna kreatywność to zupełnie coś innego. Oczywiście też jestem przeciwny pewnym zabiegom jak np. agresywnym filtrom graficznym. Gdy widzę takie zdjęcie czuje się oszukany wręcz, bo nie stanowi ono o umiejętnościach fotograficznych, ale raczej o umiejętnościach graficznych.
Kolega zrobił takie zdjęcie, wykopanego grobu, z którego wystaje ręka. Przygotowanie takiej sesji to nie lada wyzwanie! Jednakże można zrobić to dziecinnie prosto fotomontażem i tak to powstało. Wprawdzie praca dala konkretny i niezły rezultat, jednak samo przejście jest takie wątpliwe. Oczywiście dla każdego zdjęcie było "wow".
Dlatego trzeba rozróżnić pewne efekciarstwo od konkretnych celów i środków. Nawet źle użyta GO daje zdjęcie kiczowate i brzydkie. Sama możliwość sterowania tym jest jednak konkretną opcją, dokładnie jak chociażby właśnie to wychylanie obiektywu.


Tomasz Holka napisał/a:
Uważam, że najbardziej efektowne zdjęcie - to zdjęcie najprostrze pod słońcem, ale tak sfotografowane, że zapiera dech.
Popatrz tu

Obrazek

To zdjęcie Darasia.
Gdyby tak opuścić nieco obiektyw (na prezentowanym formacie wystarczył by centymetr) i upolować na pierwszym wzniesieniu szlaku (lewy dół kadru) samotną sylwetkę turysty - była by REWELACJA !!

Dużo brakowało? Pewnie tyko kamiennego spokoju snajpera.


Różne zdjęcia w różny sposób trafiają w nasz gust. Jednemu się podoba to, drugiemu tamto. Ktoś kupi pocztówkę z jakiegoś miejsca, inny powie że byle amator takie może drukować. Ktoś też zajmuje się górami, ktoś inny samolotami itd. Ciężko więc postawić jakiś znak nierówności pomiędzy ujęciami.
To wszystko jednak zupełnie inne kwestie. Świetne zdjęcie można zrobić komórką po prostu będąc o właściwym czasie w właściwym miejscu. Jednocześnie nawet najlepszym sprzętem można wygenerować knota :)

Tomasz Holka napisał/a:
dominik napisał/a:
Chodzi Ci pewnie o Oriona-15

Nie! Wszystkie Jupitery, to wielosoczewkowe tryplety. Orion to pewnie własna konstrukcja rosyjska (choć do końca tego nie wiem) - późniejsza niż Jupitery (czyli kopie Zeissa, za wyjątkiem Jupitera 12, który różnił się od oryginału tylną soczewką)
Do FED-a natomiast już przed wojną produkowano obiektyw 28 i 100 mm. Nosiły nazwę FED.


Setka jakie miała światło?
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 19:06   

dominik napisał/a:
Przykro mi Cię gryźć tu, ale matryce już dawno przegoniły film zarówno pod względem ilości rejestrowanych detali jak i zakresu dynamiki i tonalności.

Ejże! Planistigmaciu! Nie napuściłeś czasem na mnie jakiegoś nieprzejednanego zwolennika cyfry??
A teraz się śmiejesz z uciechy?? Czekaj! Ja Ci pokażę!

Tomanka ugryźć niełatwo. Zaprawiony on w bojach niczym dywizja pancerna SS-Herman Gering (czy jak tam to niesławne nazwisko się pisze)

dominik napisał/a:
No i znów Ci to storpeduję. Jaką masz rozdzielczość tych materiałów?

Provia - rozdzielczość 150 par linii na milimetr! Czyli 150X150X24X36 = 19 440 000 przeliczeniowych pikseli.
Warto zwrócić uwagę, że to czteropolowe piksele, bo każdy z nich powstaje ze skrzyżowania się pary linii - a każdy z tych czterech punktów zdolny jest wytworzyć podstawowy punkt obrazu w dowolnym kolorze.
Jakby nie patrzył, piksel elektroniczny to trzy diody, które razem wzięte odpowiadają za podstawowy punkt tworzący obraz -
ale w jednym tylko kolorze.

Nie chcę się przy tym spierać o ilość tonów pojedyńczej barwy, którymi Provia bije wszelkie mnatryce na głowę!

Generalnie pewnie kupię kiedyś cyfrówkę, ale pełnoklatkową o rozdzielczości 20 Mpx i przenoszeniu odcieni barw
rzędu 5 000 000 dla każdej z nich.
Wszystko to ma być solidnie zbudowane z najlepszych i najtrwalszych materiałów i kosztować nie więcej jak 3000zł za korpus. Hi, hi!!

To w sumie dobrze, że są także cyfrowi maniacy! Ja sobie pozostanę przy swoim upodobaniu, które preferuje klasyczne lustrzanki MMM wykonane tylko z najlepszych, tradycyjnych materiałów.
Póki co, to Nikon D300 mojej córki, nie radzi sobie z rozpiętością tonalną, którą moja Provia czy Velvia bierze bez rozpędu - całkiem z marszu i bez cudowania - zwyczajnie!

Zatem czekam na nowego Nikona czy Pentaxa tej klasy, spełniającego moje wymagania.

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 21:19   

Tomasz Holka napisał/a:


Tomanka ugryźć niełatwo. Zaprawiony on w bojach niczym dywizja pancerna SS-Herman Gering (czy jak tam to niesławne nazwisko się pisze)


Bitki nie przewiduję, chociaż nie zgadzam się z pewnymi poglądami do końca to jednakże nie zawsze jest sens ich bronić do utraty tchu :)


Tomasz Holka napisał/a:

dominik napisał/a:
No i znów Ci to storpeduję. Jaką masz rozdzielczość tych materiałów?

Provia - rozdzielczość 150 par linii na milimetr! Czyli 150X150X24X36 = 19 440 000 przeliczeniowych pikseli.
Warto zwrócić uwagę, że to czteropolowe piksele, bo każdy z nich powstaje ze skrzyżowania się pary linii - a każdy z tych czterech punktów zdolny jest wytworzyć podstawowy punkt obrazu w dowolnym kolorze.
Jakby nie patrzył, piksel elektroniczny to trzy diody, które razem wzięte odpowiadają za podstawowy punkt tworzący obraz -
ale w jednym tylko kolorze.


Tomaszu, nie chcę bardzo tu się kłócić tu wiele, w skrócie moje doświadczenia i testy temu niestety przeczą, różnica nie jest wielka i nie w tę stronę :) co więcej - nawet widziałem wspomniany 25Mpix w porównaniu do średniego formatu - w pełni analogowego (czyli bez skanowania!) i optymalizowany pod największą rozdzielczość - w światłach było podobnie, ale w cieniach widać było ogromne ziarno i brak detali. Największym błędem tego typu testów jest to, że używa się skanera przy analogowych i wyniki uogólnia. Wtedy to też jest w znacznej mierze fotografia cyfrowa, a niedomagania skanera niestety bolą ;)

Tak czy inaczej przyznam się, że poza bardzo nielicznymi przypadkami jak np wystawa zdjęć, to nie mam większych potrzeb niż A4. Tutaj nawet może nadawać się C-41, chociaż koniecznie na tych lepszych materiałach, bo te zwykłe do kupienia normalnie w sklepie przy takich powiększeniach niestety już mają spore ziarno (iso 200!). Może to też zasługa skanera miejsca, w którym te zdjęcia drukuję, a to też prawdopodobne.


Tomasz Holka napisał/a:

Nie chcę się przy tym spierać o ilość tonów pojedyńczej barwy, którymi Provia bije wszelkie mnatryce na głowę!

Generalnie pewnie kupię kiedyś cyfrówkę, ale pełnoklatkową o rozdzielczości 20 Mpx i przenoszeniu odcieni barw
rzędu 5 000 000 dla każdej z nich.
Wszystko to ma być solidnie zbudowane z najlepszych i najtrwalszych materiałów i kosztować nie więcej jak 3000zł za korpus. Hi, hi!!


To pewnie jeszcze chwilkę trzeba poczekać, napewno mniej niż czekałeś kiedyś, bo dzisiaj się tak klepią po tyłkach w rozwoju, że ceny galopują sobie w dobre. To co chcesz kosztuje teraz jakieś 7500zł jako nowość, kwestia tego tylko w jakim czasie spadnie do 3000zł. Obstawiam tak 3 lata. To nie jest za wiele. Problem może być tylko taki na razie, że póki co pentaks trochę zaspał, a ten właśnie pewnie Ciebie interesuje. Może się jeszcze obudzą do spółki z samsungiem :)


Tomasz Holka napisał/a:

To w sumie dobrze, że są także cyfrowi maniacy! Ja sobie pozostanę przy swoim upodobaniu, które preferuje klasyczne lustrzanki MMM wykonane tylko z najlepszych, tradycyjnych materiałów.
Póki co, to Nikon D300 mojej córki, nie radzi sobie z rozpiętością tonalną, którą moja Provia czy Velvia bierze bez rozpędu - całkiem z marszu i bez cudowania - zwyczajnie!


Trzeba troszku poznać cyfrę by wiedzieć jakie ma wady i zalety. To co dostaje się w jpg wcale nie jest tego wyznacznikiem, co więcej - często marnuje to znakomicie najlepsze możliwości aparatu. Jeśli spróbujesz naświetlić na cienie, na najniższym iso na nikonie wyjdzie Ci pewne nienajlepszy efekt. Ten aparat ma czułość natywną około iso 160 albo iso 200, więc to to jest minimum. Do tego jak wspominałem - naświetlać musisz na światła, bo z cienii możesz i tak wiele wyciągnąć. No i oczywiście RAW :)


Tomasz Holka napisał/a:
Zatem czekam na nowego Nikona czy Pentaxa tej klasy, spełniającego moje wymagania.


Pentaks póki co śpi. Oferta tej firmy zeszła w stronę APS-C i tu sie trzyma - tak pod względem optyki jak i puszek. Nie tak dawno też była mowa o zarzuceniu większego formatu, teraz głównie zwolennicy tego systemu wyciągają z notek prasowych wszelkie informacje o tym ze pentaks pokaże wszystkim, że dadzą średni w niskiej cenie. No zobaczymy.
Co do nikona, to na razie z pełnoklatkowych puszek ma 12Mpix, co nie jest mało, ale jednak dwa razy mniej od takiego sony. Plotki głoszą natomiast body d3x z 24Mpix własnie od sonego, ale ile w tym prawdy, spekulacji i wszystkiego to sie jeszcze okaze. Na pewno jednak nie bedzie to tak tanie już teraz.
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 23, 2008 22:04   

dominik napisał/a:
Pentaks póki co śpi.

Spokojnie! K-10D, to krok w dobrą stronę. Głównie jeżeli chodzi o solidność konstrukcji i przetwornik obrazu
(ponad 4 000 000 odcieni koloru)
K-20D podobało mi się już mniej.

Nie podoba mi się natomiast APS-C, bo wymusza mały celownik i zbyt dużą głebokość ostrości.
Może więc K-5D lub K-2D spełni oczekiwania?
Wystarczy pełnoklatkowa matryca i powrót, a raczej przeliczenie na nowo wspaniałych pentaxowskich konstrukcji optycznych.
Niestety starych konstrukcji w pełni adaptować nie można, bo matryca wymaga światła padającego pod kątem niemal że prostym (wada!)
W APS-C dodatkowo brakuje szerokich kątów, którymi tak lubię fotografować.

A co z trwałością zapisu zdjęć? Zbadał to już kto? Czy nadal tylko przypuszczenia?
A co z wypadającymi pikselami? Nauczono się już produkować matryce bez błędów?
A co z trwałością matryc??

Jak widzisz, pomimo wielkiego postępu - cyfra, to nie tylko lista zalet. Powiedział bym nawet, że jak na rewolucyjnie nowoczesną technikę, to lista wad i mankamentów jest zadziwiająco długa.

Co do przydatnych formatów, to do oglądania wystarczy 18X24, - na wystawę potrzebne są już minimum 30X40, - a ja najbardziej lubię urządzać pokazy slajdów na ekranie o wielkości obrazu 1m X 1,5m.

Moja Provia i Velvia zapewniają tu pożądany efekt.

I to całkowicie mi wystarcza. No chyba, że cyfra przebije jakością pokaz slajdów - zobaczymy.

***
 
     
Planistigmat 
Piotr


Wiek: 51
Dołączył: 07 Mar 2008
Posty: 404
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon Lis 24, 2008 22:47   

Tomasz Holka napisał/a:

Ejże! Planistigmaciu! Nie napuściłeś czasem na mnie jakiegoś nieprzejednanego zwolennika cyfry??

Alez skad, szczegolnie, ze w sporze cyfra - analog stoje po stronie analoga. Mozemy sobie podyskutowac ktory z systemow byl lepszy FD czy Pentax, ale cyfra, nie to nie w moim stylu. Bezblednie rozpoznaje zdjecia z cyfry i z analoga - wole te analogowe.

dominik napisał/a:

Panie Tomaszu, zaproponuję temat, który będzie się tyczył FED-ów. Chociaż wiem wiele o dzisiejszych brzydkich czarnych aparatach, nawet tych z napisami typu Zeiss, choć Germanii to one na oczy nie widziały. Jednak o srebrnych cudach z dawnych lat nie wiem za wiele. Z fedowego planu mam już trzy obiektywy które uznałem za warte 35/2.8, 52/2 i 135/2 - wszystko jupitery, które są wiernymi odbiciami tego co do leiki. Myślę o 85/2 i 50/1.5 - czy one są warte swoich cen? Co jeszcze warto? O historii fedowej wiem trochę, ale ciekawostek nigdy za wiele :)


Tomasz Holka napisał/a:

dominik napisał/a:
Chodzi Ci pewnie o Oriona-15

Nie! Wszystkie Jupitery, to wielosoczewkowe tryplety. Orion to pewnie własna konstrukcja rosyjska (choć do końca tego nie wiem) - późniejsza niż Jupitery (czyli kopie Zeissa, za wyjątkiem Jupitera 12, który różnił się od oryginału tylną soczewką)
Do FED-a natomiast już przed wojną produkowano obiektyw 28 i 100 mm. Nosiły nazwę FED.


Dominiku, co prawda nie jestem w stanie przeczytac wszystkiego co napisales ze wzgledu na objetosc tekstu, ale pewnie pomoze Ci to co napisalem ponizej:
a) Staraj sie jednak nie mylic reguly Scheimpfluga z efektem Schwarzschilda, nie maja ze soba nic wspolnego. ;)
b) FEDy, podejme temat. Produkowane od 1934r w Charkowie z dzieciecych zakladach bedacych pod patronatem NKWD. Stad nazwa aparatu FED - inicjaly zalozyciela NKWD (albo wielkiego dowodcy, nie pamietam dokladnie) Feliksa Edmundowicza Dzierzynskiego.
Teraz o obiektywach. O ile obiektywow przedwojennych nie musisz znac, bo sa dosc rzadkie, o tyle powojenne to absolutna klasyka i jesli sie zaczynasz interesowac FEDami powinienes je miec w malym palcu.

Obiektywow do przedwojennych FEDow bylo szesc:
1. Industar 10 - 3.5/5cm (czego jest kopia to dluzsza historia)
2. Swietlosilnyj - 2/5cm (kopia Summara 2/50 Leitza)
3. Industar 10 makro - 3.5/5cm - to samo co 1. tylko w innej obudowie
4. FED - 4.5/28 (kopia Hektora 4.5/28)
5. FED - 6.3/100 - wlasna konstrukcja
6. FED - 5.9/100 - wlasna konstrukcja, byla tylko probna seria tych obiektywow
W ten sposob odpowiedzialem tez na Twoje pytanie dot. jasnosci 100-tki
Oprocz tego produkowano osprzet roznego rodzaju jak np celowniki itp.

To wszystko bylo przed wojna, a co po wojnie ??

Powojenne konstrukcje, jak napisal Tomasz, byly w wiekszosci konstrukcjami Zeissa
Jupiter 3 - 1.5/50; Jupiter 9 - 2/85, Jupiter 11 4/135 to kopie Sonnarow;
Jupiter 12 - 2.8/35 to kopia Biogona, a tylna soczewka rzeczywiscie sie troche roznila, ale z boku i wynikalo to raczej z oszczednosci, bo pierwsze J 12 mialy te tylna soczewke taka jak Biogon. No i jeszcze wspomniany Orion 15 i bardzo rzadki Russar 5.6/20mm. Ale wszystkie te obiektywy byly produkowane raczej do aparatow Zorkij, z tym, ze oczywiscie mozna je bylo stosowac do FEDow.
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Lis 24, 2008 23:33   

Planistigmat napisał/a:
rzadki Russar 5.6/20mm.

To chyba znacznie późniejsza konstrukcja, jak pamiętam - a Jupiter 12 miał z tyłu taką wielgaśką soczewę, której Biogon nie miał z pewnością.
Planistigmat napisał/a:
w sporze cyfra - analog

Myślę sobie, że takiego sporu w ogóle być nie powinno! Cyfra ma swe zalety - to niewątpliwe.
Ale.
Niepotrzebnie wytworzono przekonanie, że fotografia analogowa to staroć i przeżytek.
Zrobiono to rozmyślnie - aby zarobić - tylko tyle i niestety nic więcej.

Gdyby zastąpiono tradycyjną technologię fotograficzną jakąś rewolucyjnie lepszą pod każdym wzgledem - to nikt rozsądny by nie tęsknił za oczywistym przeżytkiem.
Tymczasem w pogoni za zyskiem oraz w walce z czasem i konkurentami do portfeli klientów, wprowadzono technologię w trakcie jej rozwoju - z mankamentami i niedoróbkami.

Szkoda niemal doskonałej fotografii tradycyjnej - a szczególnie złości lekceważenie jej osiągnięć przez tych, którzy uwierzyli, że technologia cyfrowa to już w tej chwili ten oczekiwany hiper luxus XXI-go wieku.

Dziwi mnie niepomiernie, że cyfra jakoś nie może się przebić do kinematografii??
Co prawda kompletni amatorzy są wielce dumni z możliwości nagrywania filmików swoimi aparatami cyfrowymi.
Jednak nawet w samej jaskini lwa, czyli w amerykańskich wytwórniach filmowych, nadal posługują się taśmą kinematograficzną (durnie jacyś - postępu nie rozumieją)

Gdyby zatem, jak pisze Dominik, technologia cyfrowa już we wszystkim zdystansowała analogową, to skąd u postepowych Amerykanów taki bezrozumny konserwatyzm??
Pieniędzy mają przecież dosyć na każdą, nawet najdroższą technologię.

Właśnie! Taśma kinematograficzna. Co to takiego w zasadzie?

W skrócie można powiedzieć, że to nic innego jak bardzo wiele slajdów, tylko poukładanych jeden za drugim.
Nadto o połowę mniejszych niż te, które właśnie załadowałem do swego aparatu.

***
 
     
Planistigmat 
Piotr


Wiek: 51
Dołączył: 07 Mar 2008
Posty: 404
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon Lis 24, 2008 23:55   

Tomasz Holka napisał/a:
a Jupiter 12 miał z tyłu taką wielgaśką soczewę, której Biogon nie miał z pewnością.

Wiesz, tylko tak sie wydaje, konstrukcyjnie sa identyczne, kiedys mialem oba na raz w reku i porownywalem. :)
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Lis 25, 2008 00:03   

Planistigmat napisał/a:
kiedys mialem oba na raz w reku i porownywalem.

Hi, hi - ja też.
No ostatecznie niewykluczone, że coś mi się pokiełbasiło.

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Nie Lis 30, 2008 02:36   

Hmmm... pisałem o pentaksie, że śpi trochę bo na dobrą sprawdę po k10d nie było już rewolucji, gdy inni porobili całkiem niezłe kroki. Oby pentaksowi się wiodło najlepiej, bo konkurencja jest najlepszym pasem na tyłki producentów sprzętu :)

Co do aps-c to wiadomo, że był to kompromis pewien, nie tak dawno ludzie prorokowali, że matryca 35mm będzie kosztować tyle co dom. Początkowo było rzeczywiście drogo, ale powoli postęp idzie do przodu i dzisiaj mamy już za 5 tysięcy najtańszą pełną klatkę cyfrową. Będzie więc dobrze z wizjerami i wszystkim :)
Co do szerokich kątów to się nie zgadzam. W pełnej klatki te najszersze liczyły około 17mm, oczywiście nieliczne wyjątki były na więcej, jak np sigma 12-24! Jednak.. nie jest tak źle - są np zoomy po 10-20mm które dają ekwiwalent 15mm i to jest calkiem nieźle. Nawet rybie oka są przeliczone na cropa, aż do ekstremalnego przykładu jakim jest sigma 4,5mm :)

Co do tematu zapisu zdjęć powiem tylko tyle - jest całkiem dobrze i zdecydowanie lepiej od kliszy. Dzisiaj dyski twarde są tak tanie, że nie ma co się szczypać. ja sobie kupiłem 3x750GB i nie wyobrażam sobie żebym stracił dane. :) Jeden dysk na backup doraźny, drugi na tygodniowy tamtego i trzeci na półroczny tamtych dwóch (u rodziców). Dzięki temu nawet jak mi ukradną laptopa, ukradną pierwszy dysk, a drugi wysiądzie to trzeci mam w innym miejscu :) Trochę masz rację za to co do płyt i innych nośników wymiennych - im zdarzają się pewne wpadki. Nie ma jedna co się przejmować tym i męczyć nagrywaniem itd.

Co do wystawy masz trochę racji, ale też nie ma co przesadzać. Dziś akurat (uppss... już wczoraj) wybierałem zdjęcia na wystawę i drukowałem, format właśnie 30x45cm. Jest bardzo dobrze, a zdjęcia są głównie kadrowane z 10Mpix. Jedno zdjęcie było z 6Mpix, po czym obkadrowane było tak do 4Mpix, a potem wydrukowane na tym formacie. Wierz mi że wygląda bardzo dobrze, choć kto bardzo się uprze to doszuka się pewnych spraw jakościowych. Widziałem odbitki B0 z 12Mpix i były dla mnie całkiem niezłe. Tych megapikseli naprawdę starcza swobodnie :)

Tak jak pisałem już - nie chcę tu wprowadzać jakichś okrutnych poglądów, że cyfra cacy, anal be.. :) Sam fotografuję jednym i drugim nie bez powodu. W lodówce mam zapas kilkudziesięciu filmów, aparatów analogowych więcej niż cyfrowych. Jedno i drugie ma swój urok po prostu. Jeśli chodzi o jakość to jednak z tego co widzę to cyfrowe jest pod pewnymi względami lepsze. Nie udało mi się zrobić jeszcze 30x45 z analogowego tak żeby absolutnie nie bylo widać ziarna, z cyfrowego maksymalnie sam robiłem B1 i w niskich iso efekt jest naprawdę niezły :) Stąd więc moje zdanie na ten temat samej jakości - nie należy jednak generalizować tego na lepszość w ogóle. Cyfrowość niesie wiele wygody ale i wady :)
Pisałem o kilku Mpix które wygląda świetnie. To prawda bo jest w tym pewien trick też. Mały plik można rozsądnie jeszcze rozdmuchać w pewnych granicach. Są algorytmy, które wykrywają krawędzie i ślicznie je przenoszą w większy rozmiar. Zwykłe skalowanie rozmywa, tu skalując można troszkę poczarować. Szczegółów to nie doda i mając zdjęcie, gdzie one uciekają wyniki będą takie sobie, a kłamstwo widoczne. W wielu zdjęciach jednak można zrobić coś ciekawego co nawet 2-3x razy większe da pzyjemne dla oka rezultaty. Oczywiście to samo tyczy się skanów z analogów, ale to niewygodne, skanowanie jest czasochłonne, a i skaner wprowadza szum. Zresztą uważam że fotografia analogowa zupełnie nie ma sensu, jeśli ma lecieć przez skaner właśnie. Cyfrowe za to bardzo drogo przenieść na slajd do pokazów, niestety to co dają projektory ciągle się nie umywa po prostu, a kosztuje to że łojejku. Tu więc przyznam rację w 100% :)

Wróćmy jednak do Fedów :) O historii wiem i to nawet troszku :) Właściwie nietrudno się do niej dogrzebać i jako ciekawostka jest podawana wszędzie :) Gorzej z pewnymi szczegółami już :) Odnośnie Feliksa E.D. to był on założycielem formacji która przeszła w NKWD właśnie. Ponoć patronat to też nie był, choć spora część aparatów szła w takie objęcia :) No nic :)
Przejdźmy do obiektywów. Plan który sobie założyłem kupna jest niespełniony jedynie w części dotyczącej jupitera-9, ewentualnie jeszcze oriona. Oba czasem migną na allegro, ten drugi może rzadziej, a ten pierwszy często jest w nierealnej cenie. Zastanawiam się troszku nad jupiterem trójką:) No i jeszcze chcę rewolwer :)
Z pięćdziesiątek zdecydowanie brakuje 52/2.8 (którego mam!), to właściwie przecież standardowy obiektyw w kilku fedach. Mam też 35/2.8, 50/3.5, 50/2 i 135/4. Powinien być z tego ciekawy zestaw dający sporo satysfakcji ;)
Co do 35/2.8 rację ma Tomasz - to ten obiektyw ma soczewkę więcej w stosunku do biogona. Z testów które widziałem wynika, że nie jest tak świetny jak by chcieć na brzegach, zwłaszcza w penił otwarty, jednak poza tym ciekawy obiektyw w kilku aspektach :)
Zastanawia mnie pewne rozbicie natomiast - znaczy fed i zorka. Skąd to się wzięło i dlaczego? Design późnych fedów zupełnie mi nie leży. Zrobiły się po prostu brzydkie i plaskate. Mam więc ślicznego feda 2 i zorkę 4, a na światłomierz poszedł canon A70 :) Myślę że sprawuje się on lepiej niż cokolwiek kupię na CdS teraz, a że ccd są dziś tanie.. :) Zwłaszcza takie :)
Wracając do szkiełek jeszcze to russar to niezwykła rzadkość. Do kupna jest od ręki w chorej cenie - ok. 1400zł a i to za porysowany czasem. Tak że podarowałem sobie to szkiełko, tym bardziej że z szerokimi się niekoniecznie lubię. Dość rzadki też jest 50/1.5. trochę się nad nim głowię, ale jak coś to mam swoje 50/1.4 jeszcze gdzieś indziej. Przy wysokiej cenie za to szkło to trochę może przesada, zwłaszcza że mam trzy pięćdziesiątki. Ale 85/2 warto by było mieć.

No i znów wracamy do cyfra-vs-analog... cóż nie o tym chciałem, ale z kilkoma zdaniami się nie mogę zgodzić. Cyfrowość w filmie jest od bardzo dawna. Na użytek TV nikt już nie stosuje taśm i nie montuje ich tradycyjnie, po prostu nie ma czasu na to. Co do kinematografii to też wiele jest tu cyfrowego. Głośno ostatnio było o Redzie (www.red.com) - który zdecydował się na system hybrydowy przecież, jednakże zawsze stosowali świetne kamer no i właśnie mieli w ofercie głównie cyfraki. W planach teraz są kameroaparaty (można to i to złożyć) w formatach od ułamka 35mm do sporych panoramicznych dających po 50fps w 250Mpix. To zapiera dech w piesiach z pewnością. Pamiętam jak kilka lat temu już mieli tryb seryjny 30 rawów na sekundę w całkiem niezłej rozdzielczości.
Jak jest w kinematografii dokładnie nie wiem. Cyfrowe kamery pewnie są bardzo drogie, ale też i szpule filmu nie należą do jakichś taniutkich. Wolałbym nie wchodzic w ten temat głębiej :)
Co do slajdów jeszcze powiem ciekawostkę. Znam kogoś kto naświetla slajdy z plików cyfrowych. Droga maszyna, która daje w efekcie jakieś 11 megapikseli. Ponoć klienci bardzo sobie chwalą i bywa, że jakościowo wychodzi im lepiej to niż materiał analogowy. Sam nie robiłem porównań, ale ta możliwość jest całkiem ciekawa dla mnie. Byłbym rozsądny w słowach o deklasowaniu coś przez coś :) Tymbardzej że obie metody są ciekawe i fascynując i dają inne rezultaty, no i w pewnych punktach mają swoje wady i zalety :) Ale może lepiej pogadajmy o fedach i zorkach? :) Może jeszcze więc dołożę... jak przeczytać "FED"? Słyszę twardą wymowę - "fed", innym razem ktoś powie "fied", z kolei wiem że też niektórzy czytali jako "fedka" :) To jak? :)
Przepraszam troszkę za mieszanie, odpisuję na zmiany, po troszku, w wolnych chwilkach, czasem wychodzi chaotycznie :)
 
 
     
abraxas 


Wiek: 42
Dołączył: 21 Maj 2007
Posty: 2341
Skąd: Poznań
Wysłany: Nie Lis 30, 2008 12:35   

dominik napisał/a:
że cyfra cacy, anal be..


:-) Chyba należy uważać ze wszelkimi samodzielnie tworzonymi skrótami ...
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Nie Lis 30, 2008 12:47   

Mam prośbę, Dominiku.
Choć sam mam wielkie upodobanie do pisania obszernych postów, to jednak warto się ograniczać i nieco moderować ich objętość.
Wyjdzie jaśniej i przystępniej dla przeciętnego użytkownika.

Warto także zamieszczać drobne wyjaśnienia, bo przyznam, że nie wszystkie Twoje opisy technologii cyfrowej są dla mnie całkowicie zrozumiałe.

Poza tym, nie przedstawiaj osiągnięć technologii cyfrowej z punktu widzenia wprawnego użytkownika komputera.
Należało by raczej zapytać mistrza technologii analogowej - czy dostrzega na tyle poważne zalety fotografii cyfrowej, by zrezygnować z dotychczasowego sposobu fotografowania.

Taka jest bowiem logika działań! Jeżeli usiłuje się zastąpić stare, nowym - to owa zamiana nie powinna nastręczać żadnych wątpliwości.
Już dawno temu, usiłowano przekonać nas wszystkich, że betonowe budownictwo mieszkaniowe z tak zwanej wielkiej płyty jest budownictwem przyszłości. Co z tego wyszło - wiemy.

Gdyby przypadkiem na naszym forum zagościł jakiś mistrz technologii analogowej, to bardzo usilnie bym go namawiał do przedstawienia swego punktu widzenia!

Piszesz, że do tej pory nie udało Ci się otrzymać analogowego powiększenia dużego formatu, które nie ukazywało by ziarnistej struktury budowy obrazu.
Zdecydowanie bym wolał, abyś był autorem wielu dziesiątek a nawet i setek takich nienagannych powiększeń analogowych - i dopiero wtedy wypowiadał się na temat wyższości powiększeń wykonanych technologią cyfrową.

Nie przedłużając, mam dla Ciebie zagadkę.

Dlaczego cyfrowy aparat fotograficzny wysokiej klasy nie powstał według prostej recepty:
Bierzemy najbardziej zaawansowany korpus analogowy - dajmy na to Nikona F6, w okienku formatowym umieszczamy matrycę a w komorach na film odpowiednią ilość niezbędnej elektroniki. I szlus - Nikon F6d gotowy ??

***
 
     
Planistigmat 
Piotr


Wiek: 51
Dołączył: 07 Mar 2008
Posty: 404
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon Gru 01, 2008 10:00   

Prosze oto Biogon
a to Jupiter 12
Jak widac oba maja tylna soczewke gleboko wsunieta w aparat, tylko troche inaczej podcieta na brzegu, bo o tym dyskutowalismy z Tomaszem.
Jesli chodzi o histore FEDa to nie mozna wierzyc we wszystko co napisano w inetrnecie, bo czesc to zwykle bzdury, czesc jest prawdziwa, a wielu informacji po prostu tam nie ma.
  
 
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Pon Gru 01, 2008 10:04   

Tomaszu!
Bardzo ciężko to wyważyć - pisać i zwięźle i zrozumiale, dlatego pytaj konkretnie jeśli tylko coś jest niejasnego - tak będzie prościej po prostu.

Wątpię by pytanie analogowców czy cyfra ma dla nich zalety miało wielki sens. Serio. To są inne przyzwyczajenia, inny charakter obrazu i kto jest przyzwyczajony tam, ten będzie raczej się opierał. Najpierw trzeba troszkę jednak po prostu przekonać się.

Z tymi powiększeniami to jakoś tak wyszło. Wczoraj widziałem kolejny plik powiększeń - wszystko w formacie 30x45 i przy tym formacie już można poznać, chociaż te najlepsze zdjęcia analogowe (głównie b&w) nie wypadaly tak źle. Dla odmiany kilka plików cyfrowych było tak wywołanych że cały obraz był w kratkę :)

Co do nikona F6. Nie jest tak prosto - matryca i już. Żeby było cyfrowe i rozsądnie musisz zmienić film na matrycę (im większa powierzchnia tym koszt rośnie wręcz logarytmicznie!), matrycę coś musi obsługiwać i tu trzeba zrobić specjalizowany procesor, ten z kolei musi mieć do pracy jeszcze jakąś pamięć. Zamiast silników do przesuwania filmu (czy tam korbki) slot na kartę pamięci (to akurat tanie). No i jeszcze dochodzi do tego ekran LCD, żeby to jakoś obsługiwać. Zapomniałbym jeszcze o zasilaniu, które musi być o wiele bardziej wydajne.
No i teraz tak nikon napewno w 95% modeli matrycę sobie kupuje od sony, ekrany LCD tak samo muszą od nich kupić. Pamięć też biorą zdaje się od hyniksa i sami nie klepią tego. Za to procesor to sobie muszą sami zaprojektować, wytestować i połączyć tym wszystkie klocki układanki, no i potem wyprodukować to.
Przy okazji jeszcze ciągle F6 nie możesz porównać np do takiego D3x który dzisiaj miał oficjalną premierę i jest w cenie ośmiu i pół tysiąca (dolarów). Pierwszy nie do kupienia jako nowy. Nowy nikon też ma pewne inne usprawnienia (pomiar światła, AF itd).
 
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Gru 01, 2008 10:09   

Planistigmat napisał/a:
Jak widac oba maja tylna soczewke gleboko wsunieta w aparat

Fakt! Masz rację.
Soczewki Biogona wydają się być zawalcowane we wspólnej mosiężnej tulei. Dokładnie tak, jak soczewki innych obiektywów Zeissa przeznaczonych do dalmierzowego Contaxa.

***
 
     
Tomek Holka 
tomanek53


Wiek: 65
Dołączył: 20 Maj 2007
Posty: 3281
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Gru 01, 2008 22:34   

dominik napisał/a:
Bardzo ciężko to wyważyć - pisać i zwięźle i zrozumiale
Wiem o tym.
dominik napisał/a:
Wątpię by pytanie analogowców czy cyfra ma dla nich zalety miało wielki sens. Serio.
Ja takich wątpliwości nie mam. Stąd apel, który zamieściłem powyżej.

Ci którzy żyją z fotografowania i nie robią tego od kilku lat zaledwie, potrafili niejednokrotnie wypracować znakomite sposoby współistnienia techniki analogowej i cyfrowej.

Ja sobie mogę pozwolić na lekceważenie cyfry - oni nie! Inaczej przestali by się liczyć na rynku.
Przypuszczam, że najczęściej sięgają po metody cyfrowej obróbki zdjęć, niezależnie od tego czym i na czym fotografują.
W pewnym sensie i ja korzystam z dobrodziejstw cyfry.
Jeżeli któryś z moich slajdów szczególnie mi się podoba i chciałbym mieć efektowne powiększenie na ścianie, to zlecam skanowanie najcięższe jakie w ogóle jest możliwe a potem oczywiście zamawiam wykonanie powiększenia.

Ja zlecam - a zawodowcy sami to robią i jestem całkowicie pewien, że na zawodowym poziomie.

Nie sądzę też, że największymi mistrzami w cyfrowej obróbce fotografii mieli by być młodziankowie, którzy już w szkole liznęli nieco informatyki, niezależnie od własnych zainteresowań komputerem.

Przypuszczam, że jednak starzy mistrzowie wychowani na analogach robią to lepiej!

Powód prosty. Zarówno jedni jak i drudzy musieli się tego nauczyć i tu pewnie młodziankom było łatwiej.
Ale!
Stare wygi robiły to świadome konieczności i braku możliwości obejścia problemu! Metodycznie i dokładnie -
od razu na zawodowym poziomie - bez taryfy ulgowej!

Przy okazji, ci drudzy mieli jedną ale za to wielką przewagę nad młodymi adeptami fotografowania - wiedzieli jak powinno wyglądać nienaganne zdjęcie.

Nieco upraszczając problem, powiem tak;

Młodzi uczyli się mówić - a starzy uczyli się obcego języka - obcego ale pokrewnego, z tej samej językowej rodziny, że tak to wyrażę.

Dlatego bardzo bym chciał aby szczęśliwym dla nas wszystkich przypadkiem, odezwał się jakiś profesjonalista i podzielił swymi opiniami.

dominik napisał/a:
Nie jest tak prosto - matryca i już.

To jakby wszyscy wiedzą.
Chodziło mi raczej o coś innego. Otóż teretycznie nic nie stoi na przeszkodzie aby z Nikona F6 uczynić cyfrówkę. Teoretycznie!

Natomiast praktyka nastręcza trudności! Nie są to bynajmniej trudności z upakowaniem do korpusu potrzebnych elementów. Gdyby tak było, to najbardziej zaawansowane korpusy cyfrowe były by znacząco większe niż analogowe
- a nie są!

Wydaje się nawet, że to cyfówki są z definicji mniejsze i lżejsze.

Problemy praktyczne widzę przede wszystkim dwa. Pierwszy to matryca, którą tym trudniej zrobić im jest większa.
Wraz ze wzrostem wymiarów liniowych matrycy, wzrasta bowiem w ciągu geometrycznym prawdopodobieństwo popełnienia błędu wykonawczego (produkcyjnego), który taką matrycę dyskwalifikuje.
Stąd przede wszystkim wysoka cena wygenerowana ilością odpadów z którymi nie ma co zrobić. W zasadzie to produkcja w większej części na śmietnik.

Drugi problem to optyka, która w przypadku obsługiwania matrycy musi legitymować się specjalnymi własnościami.
Chodzi o brak tolerancji dla promieni padających na matryce pod znaczniejszym kątem.
Zatem powiedzmy szczerze. Oryginalnej (i dodajmy - pierwszorzędnej!) optyki analogowej do Nikona F6, zastosować do obsługi matrycy nie można!
Przynajmniej tej szerokokątnej.

***
 
     
dominik 
ma cyfrę z silniczkiem

Wiek: 34
Dołączył: 22 Lis 2008
Posty: 20
Skąd: Kraków/Rzeszów
Wysłany: Wto Gru 02, 2008 07:13   

Kazda nowinka niesie z sobą wiele kontrowersji. Co było przy wprowadzaniu AF? ileż to było dyskusji o tym czy i jaki to ma sens. Tu jest podobnie po prostu.
Pisałem Ci, że mój ojciec nie chciał znać cyfrowych, a teraz ma nalutki kompakt gdy lustrzanka analogowa mu leży odłogiem.. Dla niego przejście było proste i dało same zalety. podkreślam "dla niego" :)

Co do tego nieszczęsnego nikona na cyfrowo to powtarzam: niby nic, ale stworzenie procesora, wyprodukowanie matrycy, pamięć, ekran, zasilanie tego, to wszystko kosztuje. I to kosztuje sporo. Stąd cena.
Co do rozmiarów to w lustrzankach pozostały te same raczej, trochę rozdęło się zasilania, doszły pewne elementy, ale też i jak się chce to znajdziesz małe, a z kompaktów to ultra małe. Nie ma też musu żeby było 35mm tak jak w tradycyjnych aparatach. Nie zawsze i nie każdemu to przecież potrzebne.
Dla mnie więc jest różnorodnie - od małego do większego. Te największe korpusy dostały porządne wizjery, lepszy AF, pomiar światła, stabilizację sensora - to zajmuje miejsce. Jedyne co to ostatnie kiedyś nie byloby tak proste (ale jednak możliwe).

Co do optyki to się stanowczo nie zgadzam. Czym skutkuje zły kąt padania światła? Tym jedynie, że pojawia się winieta przede wszystkim. To efekt który najłatwiej jest wywalić z zdjęć. Na kliszy zresztą te obiektywy też winietowały troszkę choć tak tego nie było widać.
Co za to dzieje się z optyką szerokokątną gdzie te normy są przekraczane? Ich główny problem to aberracja i brak ostrości. Fakt jest taki, że nikt za czasów analogowych nie robił odbitki wysokości niemalże 80cm i szerokości 120cm? Tyle mniej więcej odpowiada oglądaniu w 1:1 na monitorze przy 12Mpix. Dam Ci dobry przykład - 35/1.4 - obiektyw, który uważany za siódmy cud świata w praktyce jest po prostu mizerny. Sprawdzałem na cyfrze i na analogu. Skąd więc te nadzwyczajne opinie? Otóż dawniej nikt nie robił tak wielkich odbitek tak często. Moim zdaniem to co się zmieniło to jedynie wymagania użytkowników. No i część ma pewne fajne wspomnienia, a jak szkło było kiedyś drogie to już zupełnie PO PROSTU TO WINA CYFRY. hihi :)
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,6 sekundy. Zapytań do SQL: 12
Copyright Gniezno.com.pl ©
Wszelkie prawa zastrzeżone.
2002 - 2013

Polityka prywatności

Korzystanie z tej witryny oznacza akceptację regulaminu

Polecamy:
Agencja Interaktywna www.by.pl | Gniezno.com.pl |

Gniezno.com.pl jest firmą niezależną oraz samofinansującą i nie korzysta ze wsparcia środków publicznych; rządowych, samorządowych ani UE.

Właścicielem Gniezno.com.pl oraz Forum.Gniezno.com.pl jest firma Patryk Pawlak Sp. z o.o. z siedzibą w Gnieźnie, 62-200 Gniezno zarejestrowana w Sądzie Rejonowym w Poznaniu - Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu, IX Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego z kapitałem zakładowym w kwocie 5000 złotych w całości opłaconym. KRS: 0000475702, NIP: 7842490681, REGON: 302504149

Forum.Gniezno.com.pl stanowi integralną część portalu Gniezno.com.pl i z tego tytułu wszystkie elementy serwisu objęte są ochroną prawną. Powielanie, kopiowanie i wykorzystywanie jakiejkolwiek części jest dozwolone wyłącznie do celów osobistych. Wykorzystywanie do celów komercyjnych tylko za zgodą Gniezno.com.pl z zastrzeżeniem, iż nie mogą być one w żaden sposób modyfikowane.
Wypowiedzi użytkowników forum są ich prywatnymi opiniami. Gniezno.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi naruszające dobra osób trzecich ani za prawdziwość informacji przedstawianych przez użytkowników. Korzystający z forum ponoszą wyłączną odpowiedzialność za czyny i zachowania naruszające prawo i skutki takich zachowań.
Serwis Gniezno.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń oraz informacji dostarczonych przez osoby trzecie.

Nasze serwisy:
Gniezno.com.pl | Agencja Interaktywna www.by.pl | Forum.Gniezno.com.pl

Informacje:
Kontakt | Reklama | Regulamin | Osoby odpowiedziane za forum | Załóż swój dział | Zostań moderatorem

Realizacja: Gniezno.com.pl & Agencja Interaktywna www.by.pl